23 kwietnia 2017

prywatność? nie, dziękuję


Kiedyś to były czasy. Halinka spod dwójki zawsze chodziła na zakupy do osiedlowego, bo pracowała tam Baśka, jej dobra koleżanka. Nigdy nie robiła dużych zakupów, ale za to trasę sklep-mieszkanie pokonywała parę razy dziennie. Po co? Raz, że zawsze o czymś zapominała. Dwa, po drodze spotykała rzeszę koleżanek, najczęściej jeszcze z czasów szkolnych, które lubiły pobiadolić o pogodzie, biedzie w portfelu i nowym wikarym w sąsiedniej parafii. Trzy, nie miała nic lepszego do roboty. I choć internety wtedy jeszcze ledwo w polszy zipały, a fejsbuczek nie pojawił się nawet w głowie młodego Marka, to przypuszczenie o zdradzie "Irki, no tej, radomskiej" z "Grzesiem od pralek" znajdowało drogę do ich znajomych, rodziców i szefostwa z prędkością pięćdziesiątki dreptającej w papciach z workiem kartofli.
Czytaj dalej »

6 lutego 2017

czekolady?


Czy kiedykolwiek próbowaliście podróżować na własną rękę? Wziąć plecak, namiot i wyruszyć w nieznane knieje oddalone o 35,5 km za rodzinnym miastem? Ludzie przeklinają tam czasami z akcentem na inną literę, miejscowe loszki noszą miniówki o pół centymetra wyżej, a żarełko w maku smakuje dokładnie tak samo. Wszystko to przekłada się na utopijną wizję miasta marzeń. Otóż jako przeklinający w innym dialekcie cudzoziemiec można tam wyrwać laskę stawiając jednego drinka mniej. Po dwu i pół minutowym epizodzie na tylnym siedzeniu clio z 95 da radę jeszcze podskoczyć do drajwa, zjeść domowy obiadek i powspominać komunię, na której wredna ciocia żałowała na pleja i kupiła rower... Łezka w oku się kręci.
Czytaj dalej »

9 kwietnia 2016

dziewczyny za kółkiem


Uwaga. Wpis ocenzurowany. Szczegóły znajdują się u dołu wpisu.

Żyjemy internetem i tym, czym nas żywi. Dlatego każdego poranka sięgam po telefon z nadzieją, że tinder znalazł dla mnie nową parę, na snapchat'a ktoś w końcu wrzucił cycki, a fejsbuk oprócz informacji o urodzinach pokaże, że ktoś lubi moją nową profilówkę. Tinder chyba nie działa ( jakby ktoś naprawiał takie rzeczy to dajcie znać ). Snapchat nic ciekawego nie potrafi wyłapać. "W fejsbuku nadzieja" ( tak sobie myślę ) ale okazuje się, że nie pojawia się tam nic, oprócz memów z chorującymi na przeziębienie ( przez całą jesień, zimę i wiosnę ) Januszami, a w tym czasie ktoś po piwo i rolady jeździć musi.
Czytaj dalej »

27 marca 2016

"co ma piernik do wiatraka?" czyli niby o niczym, a jednak coś


Ludzie powtarzają sobie różne śmieszne powiedzonka. Przeważnie przychodzą one do głowy w momentach krytycznych, np. wyłączyli prąd, pakiet na internet w telefonie się skończył, a za chwilę ma się pojawić pierwszy odcinek nowego sezonu gry o tron. Wtedy na język nasuwa się dziwne stwierdzenie, przeczące prawu Murphy'ego, tj. "gorzej już być nie może". Wpadasz na pomysł obejrzenia odcinka u znajomego. Wsiadasz do auta, które nie chce odpalić. Wsiadasz do drugiego. Wyjeżdżasz na drogę. Ostro hamujesz przed tuptającym jeżem. W dupę wjeżdża Ci znajomy spieszący się na rozgrzewanie papci dla szefa. Ogólnie ma większy problem niż Ty, a nie widział nawet jeża. Nie zapiąłeś pasów, więc nos rozwaliłeś na kierownicy. Wyskakujesz z auta zapominając (o hańbo) o grze o tron. W tym momencie znajomy po chwili zadumy wypowiada magiczne "a może jakoś się dogadamy. a nos? do wesela się zagoi!" Jeż dalej tupta.
Czytaj dalej »

16 lutego 2016

uśmiech bo strzelam !


Na samą myśl o wizycie w jakimkolwiek urzędzie w żołądku odczuwam dyskomfort znajomy z efektu "dnia po", a temperatura ciała wskazująca na stan agonalny zmienia twarz w tyłek pawiana (a przynajmniej jej kolor się zgadza). Wszystko to przez przerażenie. Przerażenie wywołane rychłym spotkaniem z woskową repliką Kim Dzong Il'a o nazwisku Halina Wdupę - Mnieugryź poruszającą wąskimi ustami. Z tego też otworu w odpowiedzi na każde pytanie wybrzmiewa urzędniczy bełkot rozpoczynający się od "niestety, ale..." lub "z przykrością muszę stwierdzić, że...". Gdy coś mówi Niemiec, to czujesz jakby każdym słowem wyrywano Ci ząb uprzednio posypany solą dla znieczulenia. Gdy coś mówi Chińczyk, to w sumie nie wiesz nic. Gdy coś mówi pani Halina masz wrażenie, że jej ojciec to Chińczyk, matka jest Niemką, a ona krwawi (nie z nosa) już czwarty tydzień z rzędu. W końcu wychodzisz zdezorientowany z nadzieją, że załatwiłeś "cokolwiek", a zarys uśmiechu na woskowej twarzy nie oznacza "jak nie ja, to inni Cię wykończą", tylko "miłego dnia". I właśnie na temat uśmiechu mam coś do powiedzenia.
Czytaj dalej »

Ślimaki przypominają, że zabrania się kopiowania wszelkich treści bez wcześniejszego porozumienia z Daniel Fojcik