17 listopada 2015

chandra



Jesień w pełni. Na moim czole wyskoczyły czipsy i czekolada pochłonięte w ciągu łikendu. Wszystko co szare, bure i ponure panoszy się za oknem przypominając, że czujesz się tak parszywie jak gołomb proszący o frytkę pod makiem. Każdy człowiek napotkany na ulicy w pełnym obojętności spojrzeniu przekazuje tylko jedną informację - popełniłeś błąd wychodząc z łóżka. Każdy podmuch wiatru każe Ci wracać do domu, a krople deszczu przypominają o kranie, który przypadkiem może kapać - a nie powinien. 
Jesień to czas, kiedy powinno się chować pod ciepłą kołdrą z herbatą i jeszcze większą porcją czipsów (tam nikt nie widzi ile się schrupało) i mieć nadzieję, że już jutro słoneczko odbije się od puszystego śniegu. Śniegu pokrywającego liście i drogę do najbliższego sklepu z czipsami, czekoladą i winem.
Czytaj dalej »

30 października 2015

halołin


W internetach aż huczy od halołinowych sjutów i zombistycznych mejk-apów. Na dyniowe imprezy w tym czasie wybiera się cała fala przebranych człowieków żądnych dobrej zabawy. W dyniach wycina się otwory, a z ich miąższu piecze wymyślne ciasta. Niby wszystko straszne i przerażające (czyli dobrze), a fronda krzyczy, że zbierać cukierków nie wolno. O co tu chodzi?
Czytaj dalej »

23 października 2015

szufladki


Jeżeli ktoś kazałby mi wybrać środek transportu, którym miałbym poruszać się na co dzień bez namysłu wybrałbym pociąg. Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał o stacji pod moim akademikiem, a podróże tramwajami (choć takich też tu nie ma) to i tak nie to samo. Dlatego też pisząc tą notatkę siedzę w (nie swoim) mięciutkim fotelu "tototaktającym" do Krakowa. Wszyscy wiedzo, że polskie pociągi do najpunktualniejszych nie należą, dlatego też od pani w okienku nr 2 za dużo nie oczekiwałem. No i tak jak ja nigdy nie potrafiłem rozszyfrować skrótu "PKP", tak pani w okienku nr 2 nigdy chyba nie słyszała słowa "studencki". Teraz kiedy już siedzę w niebieskim fotelu (za połowę ceny biletu otrzymanego przed przemiłą wymianą poglądów - z jednej strony na temat dzisiejszej nieodpowiedzialnej i zdemoralizowanej młodzieży, a z drugiej na temat niekompetentnej obsługi) mogę powiedzieć, że pani w okienku nr 2 nabyła umiejętność sprzedawania tańszych biletów, a ja dowiedziałem się, że PKP to polskie koleje państwowe. Koniec wstępu - ani trochę nie związanego z tematem.
 
Do rzeczy.

Człowieki to skomplikowane istoty. Jedną z wielu ciekawych i ukrytych funkcji zaraz po biciu serca i (pewnie) kilkudziestu innych jest ocenianie innych na podstawie wrażenia z pierwszych kilku sekund kontaktu. Ładnie nazwijmy to workowaniem.
Czytaj dalej »

3 października 2015

ludzie z natury są leniwi.


Lenistwo

"Ludzie z natury są leniwi." - takie słowa dotarły najpierw do mojego nosa, a potem do moich uszu na jednym z pierwszych wykładów. Zdanie to w moim przekonaniu jest wiarygodne, bo wypowiedział je nie byle kto, a starszy człowiek z literami "dr" i inż'em przed imieniem. Późniejsze powarkiwanie dobiegające z okolic pod płucami uświadomiło mnie w tym, że jestem jednym z tych "ludzi z natury", bo rano nie chciało mi się zjeść śniadania.
Czytaj dalej »

27 września 2015

seriale i świeże powietrze

Serial oglądany przez ładne nogi.

Wychodząc na dwór istnieje ogromne prawdopodobieństwo na to, że:
- przejedzie Cię samochód,
- wdepniesz w kolorową kupę,
- trafisz na Janusza chcącego wysępić pisiont groszy na "bułkę",
- odetchniesz świeżym powietrzem.
Czytaj dalej »

22 września 2015

telefon komórkowy


Na każdej rodzinnej imprezie słyszy się ten sam wstęp do niekończącego się monologu na temat prehistorycznego stylu życia, czyli : "Jak ja byłem w Twoim wieku...". Można wtedy posłuchać o czasach, w których dziewczyny na plażę wychodziły w pasiakach zakryte po kolana, czarno-białą telewizję oglądało się w towarzystwie całej wsi, a za rozrabianie w szkole dostawało się po łapach. Były to czasy trudniejsze, ale szczęśliwsze, bo w piłkę chodziło się grać na dwór, a przy obiedzie nikt nawet nie pomyślał o chwaleniu się koleżance z wymiany nowym chłopakiem. Nikt nie wyobrażał sobie również wtedy przenośnego komputera wielkości okrojonej tabliczki czekolady, umożliwiającego nieograniczony kontakt z drugim końcem świata. Teraz większość ludzi nie wyobraża sobie życia bez tego cudeńka technologii spoczywającego w kieszeni lub chowającego się w torebce.
Czytaj dalej »

19 września 2015

Raczkuj i spełniaj marzenia.

Raczkowanie dziecka jako metafora do rozpoczęcia spełniania marzeń w życiu. Motywacja do działania.

Rozpoczynając dzień otwierasz i przecierasz oczy ze zdziwienia, bo Twoje mieszkanie niestety nie jest zamkiem ze służbą na każde chrząknięcie. W pościel nie są wszyte złote nici, a w kuchni Amaro nie przygotowuje dla Ciebie wykwintnego śniadania. W kominku (którego też nie ma w Twojej sypialni) nikt jeszcze nie napalił, a w łazience służba zapomniała wymienić rolkę z papierem toaletowym. Na domiar złego patrząc za okno nie widzisz lazurowego wybrzeża tylko kilka drzew, sąsiada ćmiącego porannego papieroska i psa błąkającego się po ulicy w poszukiwaniu człowieka z piwem lub auta jadącego zbyt szybko. A przecież miałeś zostać prezydentem...
Czytaj dalej »

14 września 2015

ja przklinam. Ty przeklinasz. my przeklinamy.


Ze względu na tematykę, post zawiera słowa wulgarne. Bulb.

Codziennie siadam do tego samego biurka. Spoglądam na prawo, później na lewo i uświadamiam sobie, że chaos panujący nie tylko na poziomie drogiego mi żołądka już dawno nie jest uporządkowany, a artystycznym również nie można go nazwać. Krótko mówiąc Gosia Rozenek miałaby na czym oko zawiesić. Codziennie wchodzę też do tej samej łazienki. Korzystam z tej samej przezroczystej kabiny prysznicowej i siadam na tym samym białym kibelku. Siedząc tak uświadamiam sobie, że gdyby żółta woda zamarzła, lód rozsadzający mój pochłaniacz nieczystości też byłby żółty, a ja już dawno nie spotkałem się ze słowem "chuj".
Czytaj dalej »

10 września 2015

praca grupowa, czyli jeden za wszystkich


Od najmłodszych lat jesteśmy oceniani indywidualnie. Pierwsze oceny to te słowne wypowiadane przez człowieka pojawiającego się na każde "Aaaa". Można tutaj wyróżnić najbardziej klasyczne pochwały zachowań typu pytań retorycznych wypowiadanych z dziwnym grymasem na twarzy: "O jejciu jejciu, a kto tu taką ładną kupkę zrobił, no kto?" oraz pochwały wyglądu. W tym wypadku tylko samo tarmoszenie policzka może świadczyć o tym, że to o dziecku akurat mowa, bo jakby nie było "ale jestem piękny" brzmi dość narcystycznie.
Czytaj dalej »

6 września 2015

idź do lekarza. ugotuj raka

katar, choroba, chusteczka, przeziębienie

W swoim życiu przebrnąłem przez parę bardziej lub mniej poważnych dolegliwości. Katary, grypy, niezliczone bóle w najdziwniejszych miejscach i inne, których nie będę wymieniał, bo część sobie uroiłem, a całą resztę o dziwnych nazwach mój lekarz przepisał z książeczki leżącej obok kajecika z moją historią chorób. Leżąc na skraju wyczerpania pod ciepłą kołderką doszedłem do dwóch wniosków. Po pierwsze nie ufaj internetowym diagnozom. Po drugie nie ufaj internetowym diagnostykom.
Czytaj dalej »

3 września 2015

szkoła

i co? i zaczęło się.

Klasa

Wakacje, wakacje i po wakacjach. 

Rozpoczął się dumny wrzesień i wszytko co się z tym wiąże. Całe miliony większych i mniejszych stópek wyruszyło w marsz. Ich celem były 4 ściany wypełnione po brzegi biurkami oczyszczonymi z gum, krzesłami przygotowanymi na kolejne pokolenie bujaczy, mądrymi słowami i innymi stopami. Od wszystkich stóp bił swąd radości i nieskończonej ilości pomysłów na wagary.
Czytaj dalej »

30 sierpnia 2015

Z drogi śledzie, babcia jedzie!


Drogi czytelniku!

Jeżeli jesteś kierowcą, pewnie nie raz spotkałeś się ze starszą osobą za kółkiem. Jeżeli nim nie jesteś, też pewnie miałeś z tym kontakt. Nie ważne czy tą osobą jest babcia Jadzia, wujek Grześ, czy pani na K. z obwisłym... ciałkiem tu i tam. Nie łączy ich wspólny sąsiad, czy nawet lekarz, u którego pojawiają się za każdym razem kiedy mają ochotę pobiadolić o zdrętwiałej nodze. To co łączy tą trójkę i wielu innych niedzielnych kierowców jest fakt, że swoje super-duper wkroczenie w dorosłość przeżyli pisiont lat temu.
Czytaj dalej »

27 sierpnia 2015

żuma do gucia, nie do ławek


Wyznania Daniela

"Nigdy w życiu nie uprawiałem seksu, 
tak jak nigdy w życiu nie przykleiłem do szkolnej ławki gumy do żucia."

Drogi czytelniku!

Czy kiedykolwiek zetknąłeś się z tym przestępczym procederem, jakim jest zbrukanie wilgotnymi, kolorowymi i pachnącymi gumami dolnej powierzchni szkolnego biurka?
Osobiście, kiedy pierwszy raz natknąłem się na to coś twardego pod ławką (co nie było kolanem koleżanki, ani metalową rurką), nie miałem pojęcia z jak czarną magią mam do czynienia. 
Czytaj dalej »

24 sierpnia 2015

skarpeta

Skarpetki, skarpeteczki, skarpetunie,
czyli to co cebulaki lubią najbardziej.
REPREZENTUJĘ MĘSKĄ CZĘŚĆ POPULACJI -(STOP)- NIE ZNAM SIĘ NA MODZIE -(STOP)-

Drogi czytelniku!

Pewnie nie raz z odmawiającymi posłuszeństwa nogami wróciłeś do domu czy to po długiej wędrówce, czy też nocy spędzonej na parkiecie pod wpływem tego co sprzedawali za barkiem. Wróciłeś z nadzieją, że łóżko podrepcze pod drzwi wejściowe i zamknie je zaraz po tym jak padniesz na twarz i wtulisz się w mięciutką kołderkę. Łóżko jednak mimo najszczerszych chęci za progiem nie czekało, a Ty musiałeś zdjąć buty zanim do niego doszedłeś.
Czytaj dalej »

21 sierpnia 2015

trudna sprawa...


Drogi czytelniku!

Czy zastanawiałeś się kiedyś skąd wzięły się takie ( nie wiem czy można to tak nazwać, ale niech będzie ) "seriale"? Czy ciekawiło Cię na jakim stopniu rozwoju trzeba być, aby zacząć rozumieć co się dzieje i dlaczego?

Osobiście nigdy się tym nie przejmowałem, bo nie miałem czasu tego oglądać - szkoda, że zboczyłem z tej pięknej ścieżki nieświadomości.
Czytaj dalej »

18 sierpnia 2015

kordełła

Andrew od Krasnoyarsk
Drogi czytelniku!

Nie wiem jak Ty, ale ja uważam, że obok koła i nutelli kołdra to jeden z najlepszych "wynalazków" na świecie! Bez kołdry nie byłoby w nocy ciepło, na podłodze nie byłoby miękko, a większość zabaw "w zamek strzeżony przez groźnego Pana Pluszaka" czy "dom z ciastek i nutelli" byłaby całkowicie pozbawiona sensu, bo:
a) rodzice nie mogą widzieć, co dzieję się wewnątrz tajemniczego, zamkniętego na cztery poduszki królestwa,
b) co to za zamek bez dachu, w którym nie da się nawet wyłączyć światła i dać buziaka "księżniczce" poznanej na wyjeździe do przedszkola, 
c) jak podjadać słodycze, kiedy wszyscy Cię widzą...
... a czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Jeżeli chodzi o słodycze - babcia zawsze służyła pomocą kiedy domku nie dało się zbudować, albo nie było takiej potrzeby, bo np. w domu akurat zabrakło nutelli, ale dziś nie o tym!
Czytaj dalej »

15 sierpnia 2015

mucha

Drogi czytelniku! 

Czy kiedykolwiek przyszło Ci do głowy, żeby muchę porównać do zwierzęcia takiego jak pies lub kot? Ja osobiście uważam, że te czarne, bzyczące kulki to tzw. zło konieczne, no bo w końcu po coś w naturze muszą sobie latać. Nie jestem żadnym dręczycielem zwierząt, ale jedyne muchy, które znoszę i pewnych przypadkach przynoszą mi odrobinę radości i dumy, to te martwe leżące na parapecie, stole, podłodze, gdziekolwiek, byle nie w jedzeniu...

Czytaj dalej »

12 sierpnia 2015

"i pot z niej spływa"


"Uch - jak gorąco!
Puff - jak gorąco!"
Szkoda, że to nie żołądek lokomotywy Tuwima wydaje te odgłosy. Każdy kto nie ma w domu/pracy/samochodzie sprawnej klimatyzacji "już ledwo sapie, już ledwo zipie", a z nieba jeszcze więcej gorąca się sypie. Fala upałów, przy których plażowanko bez cienia może się skończyć oparzeniami drugiego stopnia ma się utrzymywać podobno jeszcze niecałe 2 tygodnie, chociaż nie wiem jak wy, ale ja lekko sceptycznie podchodzę do tych wróżb.
Wszystko dlatego, że wierzę (nie do końca) tylko prognozom godzinowym (które i tak czasami się nie sprawdzają). Ale, ale! Chylę czoła przed stacjami meteorologicznymi i synoptykami, bo całkiem starannie przepowiadana jest pogoda
.
.
.
.
.
na następną godzinę! Brawo!
Czytaj dalej »

9 sierpnia 2015

muzyka i wiele więcej CZYLI łuuudstoook 3/3


UWAGA!
Dla potrzeb wprowadzenia (z wyjątkiem nawiasów) słowa PIWO i MUZYKA należy rozumieć w sposób następujący:

piwo = muzyka
muzyka = piwo

Oczywiście należy pamiętać, że jednocześnie:

piwo = piwo
muzyka = muzyka

Wbrew pozorom swoistym "centrum", wokół którego krąży wszystko na łudstoku nie jest wszechobecne piwo, tylko muzyka. 
Wchodzisz na pole - piwo.
Rozkładasz namiot - muzyka.
Otwierasz piwo - muzyka. ( z drugiej strony otwieranie piwa jest muzyką samą w sobie, jednak konynuując )
Bawisz się pod sceną - piwo.
Jesz, srasz, śpisz - muzyka.

Koniec wstępu. Przepraszam, że tak się rozpisałem - część 3.

Czytaj dalej »

6 sierpnia 2015

hajs i muzyka CZYLI łuuudstoook 2/3



- Szyszki, szyszki, z Bangladeszu szyszki, sprzedam szyszki!
- Dzień dobry, po ile?
- 50 groszy sztuka
- Daj pan 4 tylko zapakowane, żeby żona nie widziała.

Czyli jak to i co to na woodstocku się dzieje (sprzedaje) - część 2.

Przechadzając się główną ulicą (i nie tylko) można spotkać osoby zarabiające w sposób dość niekonwencjonalny. Tutaj zarobić można na wszystkim i na niczym. W tutejszym ulicznym marketingu najważniejszy jest po prostu pomysł, ale wszystkie chwyty dozwolone!

Pieniądze możesz zbierać (zarabiać) na buty, czapki, dziwki, bilet czy palenie, jednak zawsze musisz pamiętać o podstawach. Gruntem oczywiście jest reklama! Popularne na łudstoku są kartony po piwach z informacją, czego aktualnie osobie trzymającej taki papierek brakuje. 

( gdy po przejściu każdych 50 metrów widziałem z 10 tabliczek z napisem "FREE HUGS" nasuwała mi się tylko myśl, że część człowieków łudstoku to po prostu ludzie, których w domu rodzice w ramach przytulania tłukli po głowie słownikiem polsko-angielskim - wracając jednak do tematu )
Czytaj dalej »

4 sierpnia 2015

zapaszki i komuna CZYLI łuuudstoook 1/3


Papier toaletowy weźmy w dłonie, 
świat toi toi niech nas pochłonie, 
wielkie gniazdo sobie utkajmy, 
z nosem zatkanym na szybko srajmy!

Czyli o tym jak to i co to na Woodstocku się dzieje - część 1.

Gdy zapytałem brata czy jedzie ze mną, odpowiedział, że nie będzie zadawał się z "brudasami". W pewnym stopniu zgodziłbym się co do określenia "brudasy", bo kiedy zbliża się do Ciebie grupka rasowych panów "żuli" wyszczerzających poczerniałe zęby i unoszących ręce zakute w pięć pieszczoch zakończonych przetartymi rękawiczkami myślisz, że nie będzie tak źle. W momencie, w którym do nosa dostaje się zapach dobiegający spod ich wyćwiekowanych, dżinsowych kurteczek, przekazuje on mózgowi dwie informację "człowieku, myliłeś się" i "uciekaj".
Czytaj dalej »

27 lipca 2015

tesz tam byłem, wino piłem

Michał Jarmoluk

Post nie jest przeznaczony dla osób niepełnoletnich i ludzi, u których torsje są wywoływane z najdrobniejszych powodów, a podobne "historie" zdarzają się w rzeczywistości dość często, nawet powiedziałbym, że codziennie.

godzina 2:37.

Muzyka wydobywająca się z ogromnych kolumn sprawia, że drży każdy, nawet najdrobniejszy zakamarek domu, a wszystkie bakterie w żołądkach zatruwając się nadmierną ilością alkoholu podrygują jednocześnie w rytmie disko.
Czytaj dalej »

23 lipca 2015

przepraszam, zapomniałem

Ile razy słyszeliście powiedzonko "skleroza nie boli"?
Myślę, że każdy, kto zapomniał:
- że w rowerze to lewy hamulec jest przedni (pozdrawiam kobiety),
- o istnieniu szklanych drzwi,
- przeprosić "dresiarza" za przypadkowe spojrzenie w oczy, przejście po jego dzielni i za to, że się żyje ( z mocnym postanowieniem poprawy )
wie jak nieskazitelnie durne, głupie i puste są te słowa...
Czytaj dalej »

21 lipca 2015

internety

Drogi czytelniku!

Co łączy stepującą mewę i zdarcie kolana po potknięciu się na chodniku?
Jedno i drugie może doprowadzić do łez!
Po co jednak potykać się na chodniku goniąc gołębie, skoro bezpiecznie można oglądać nasty raz te same łapki przestępujące z jednej na drugą, na okrzyk : "DANCE!"
Po co łamać sobie ręce, nogi, obojczyki przy jeździe na rowerze, jeżeli dużo bezpieczniej zobaczyć, jak to samo robi cała zgraja ludzi na "jutubie"?
Spoglądając od strony zagrożeń, które czyhają na Ciebie podczas tego fascynującego i wyczerpującego zajęcia, powinieneś:
 - uzbroić się w wiadro na wypadek gdybyś musiał coś wypluć w niemocy przełknięcia papki z czipsów podczas salwy śmiechu wydobywającego się z Twoich płuc przy każdym uderzeniu się w krocze człowieków na filmiku,
 - zaopatrzyć się w dodatkowe paczki czipsów, popcornu i butelek z napojem energetycznym, bo przecież nie będziesz chciał ruszyć czterech liter w przerwie między pierwszą, a drugą próbą wypicia coli po zmieszaniu jej z mentosami,
- poinformować rodziców, bliskich, znajomych, że w razie nieobecności lub braku kontaktu przez następne 36 godzin, powinni  (zależnie oczywiście od stanu w jakim zastaną Cię przed komputerem) skontaktować się  z najbliższą placówką psychiatryczną, szpitalem lub pizzerią.
Czytaj dalej »

25 lutego 2015

Pan Śnieg

Rozejrzała się po ulicy. Drobne płatki śniegu opadały leniwie na ziemię. Kilka pijanych osób siedziało na parapecie sklepu sieci "tanie piwo! wypijesz nawet wewnątrz, ale jakby ktoś wchodził to schowaj". Kilka pijanych osób prawdopodobnie dzieliło już skórę na niedźwiedzicy, która właśnie na nich spojrzała i najwyraźniej nie była zainteresowana, bo poszła w przeciwnym kierunku. Patrzyła przed siebie, bo najciekawsze rzeczy dzieją się właśnie tam. Nie wiedziała jednak jeszcze co wspaniałego kryje biały puch mruczący przy każdym kolejnym kroku. Wychodząc z domu była pewna, że potrzebuje orzeźwiającego wieczornego spaceru. Teraz kiedy słyszała, że śnieg zgrzytał również gdzieś za nią i woń alkoholu przyniesiona z wiatrem raził w nos była pewna, że to był zły pomysł.
Przyspieszyła.
Śnieg za nią chrumkał teraz krócej i w mniejszych odstępach czasu. Gwizd.
- A co to za piękna pani drepcze sobie sama o tak późnej porze? - zapytał pijany pan Śnieg.
- Głupi jesteś, przecież to nie jakaś pani, to dama! - dodał jego kolega, pan Lód.
- Ta z dupą kręcącą się dookoła świata i skaczącymi balonami przy każdym ruchu...
Czytaj dalej »

21 lutego 2015

Dzień wolny #13 - złodziej

Blondynka wyskoczyła zdenerwowana z samochodu. Zaraz za nią popędziła jej przebiegła przyjaciółka.
-  Amanda! – krzyknęła Gabrysia, po czym złapała ją przed drzwiami - Nie dałam mu złamanego grosza. Chodź wejdziemy do domu, zadzwonimy po normalną taksówkę – wydyszała zmęczona.
- Nie przejmuj się, już od rana prześladuje mnie jakiś okropny pech – odpowiedziała tak, jakby spotykało ją to każdego dnia.
Uśmiechnięta sięgnęła do kieszeni po klucze, których nie zdążyła przerzucić do torebki. Zamek blokował się w pewnym momencie obrotu. Nacisnęła na klamkę. Drzwi nie były zamknięte na klucz.
- Złodziej – wyszeptała blondyneczka z przerażeniem w oczach i zaczęła szukać telefonu – Zadzwonię lepiej od razu na policję.
- Nie dzwoń na policję! – zaprotestowała szybko przestraszona przyjaciółka – Może po prostu zapomniałaś zamknąć drzwi.
Po chwili namysłu blondynka zgodziła się, tylko zastanawiało ją jedno.
- A co jeżeli tam rzeczywiście będzie złodziej? Wystraszy się nas. Stwierdzi, że jesteśmy jedynymi świadkami. Zabije nas bez namysłu, a ja tam mam po prostu wejść?
- Jesteśmy dwie, tak łatwo sobie z nami nie poradzi.
- Mam plan. Szybko otworzę drzwi. Wbiegniemy do łazienki i od razu się zamkniemy. Nawet jeżeli ktoś będzie w domu, to nie zdąży zareagować.
Kiwnięcie głową na tak i wyraz twarzy Gabrysi mogły oznaczać tylko pozytywną odpowiedź na pytanie „Czy może frytki do tego?”, jednak jej przyjaciółka nie zwróciła na to uwagi. Odliczyła do trzech. Otworzyła drzwi. Przebiegły do łazienki. Zamknęły się na klucz. Przybiły uszy do drzwi i czekały na jakikolwiek ruch złodzieja.
- Ja wezmę ręcznik, rzucę mu na głowę i postaram się go dusić. Ty weź suszarkę i bij mocno. – taki plan obmyśliła czarna.
Dwie minuty sprawiły, że zdecydowały się na atak. Zdjęły buty, aby łatwiej i ciszej się poruszać. Sprzęt gotowy. Wychodzą z łazienki. Kliknięcie zamka w chwili napięcia brzmiało prawie jak wystrzał z pistoletu. Amanda uchyliła lekko drzwi i zauważyła białą rzecz leżącą na ziemi. Pod wpływem impulsu rzuciła z całej siły suszarką w tą część złodzieja, który rozbił się na kilkanaście mięciutkich i kremowych kawałeczków.
Po chwili wpatrywania się w arcydzieło utworzone na podłodze doszła do wniosku, że był to jakiś tort. Leży przed nim jakaś kartka skąpana teraz w kremie śmietankowym. Podniosła ją i otarła.
„Czekamy w salonie” – brzmiał napis, po którego przeczytaniu poczuła na sobie Gabrysię. Wtulała się i krzyczała:
- Wszystkiego najlepszego matołku! Chodź do reszty!
Przybyli dobrzy znajomi i przyjaciele. Niespodziankowa uczta urodzinowa miała opierać się na torcie i wódce. Ponownie zamówili pizzę. Krystaliczne wody powodujące zachwianie równowagi i wymioty w niektórych przypadkach lały się strumieniami. Tańce, żarty, śmiech i śpiewy. Tak właśnie wszyscy do późnego wieczoru lub wczesnego ranka ucztowali z okazji tej wspaniałej rocznicy.
Jak zatem skończył się ten wyjątkowy dzień dla Amandy?
Postanowiła posprzątać zaraz po wyjściu gości. Przebrała się w swoje ulubione cieniutkie stopki, czyste koronkowe figi, krótkie dresowe spodenki i luźną koszulkę z podartym rękawem trzy/czwarte niezakrywającą płaskiego brzucha. Jej plan runął kiedy usiadła na krześle i zasnęła.


KONIEC
Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Czytaj dalej »

20 lutego 2015

Dzień wolny #12 - taxi!

Słoneczko zaczęło wychodzić, ale nawet mimo tego, że zaraz miało zajść i tak wywołało uśmiech na twarzy dziewczyny.
Buty, torebka i dodatki. Czarne trampki, mały czarny plecaczek i srebrne delikatne kolczyki wraz z cieniutką srebrną bransoletką wydawały się być jak najbardziej na miejscu.
Całe stado odznaczone! Zostało jeszcze piętnaście minut. Nie chciało jej się dłużej czekać, więc skorzystała z mocy wehikułu czasu. Piećdziesiąt namolnych dzieciaków stoi przy ścianie i naciska nieustannie guzik przez sobą. Sygnał każdego przycisku biegnie do jednego dzwonka, wydającego niemonotonny dźwięk. Dzwonek do drzwi w odczuciach Amandy brzmiał właśnie w ten sposób. Trzy kliknięcia. Nacisk. Pociągnięcie.
Kobieta o podobnym wzroście, ciemnych włosach i kwaśnej, skupionej minie lekko pochylona wpatrywała się w palec bezwiednie klikający włącznik dzwonka. Pstryczek w ucho dla Gabrysi.
- Cześć! – wykrzyknęła czarna z uśmiechem na twarzy przerywając tymczasowo swoje zajęcie – Będę tak naciskać dopóki nie wyjdziesz gotowa. – Ponownie się schyliła i wróciła do wytwarzania irytującego dźwięku.
Drzwi się zatrzasnęły i po dwóch minutach otwarły z podobnym impetem. Trzy kliknięcia.
- A to Pani Amanda już gotowa? Myślałam, że dłużej sobie ponaciskam. – skomentowała z pofalowanym czołem oraz wykrzywionymi w nieszczerym bólu i rozpaczy ustami – Zapraszam w takim razie do taksówki.
Srebrny mercedes stał przed domem i czekał na dwie ociągające się panie. Wsiadły. Taksówka ruszyła bez żadnych wskazówek. Siedziały zajęte rozmową.
(O czym rozmawiają dziewczyny? Rozmawiają dosłownie o wszystkim. Przeważnie zaczyna się od typowego „co tam”. Poziom ciekawości i szczerości odpowiedzi kandydatek wzrasta jednak wprost proporcjonalnie do czasu spędzonego rozmawiając i ilości alkoholu wypitego podczas tej rozmowy. Teraz miały pod ręką do picia jedynie wodę, z której nie skorzystały, a czas to piętnaście minut, więc nie miały też czasu aby się rozwinąć.)
Nie zwróciły jednak uwagi na to gdzie jadą.
Taksówka zatrzymała się. Amanda spoglądała niepewna to na Gabrysię, to na kierowcę.
- Dwadzieścia siedem, pięćdziesiąt poproszę.
- Ale jak to, za co ja mam Panu płacić?! – odezwała się zdenerwowana blondynka.
- Za trasę, czas, paliwo, proszę Pani. Dwadzieścia siedem, pięćdziesiąt. – poprosił ponownie spokojnym tonem.
- Ale przecież Pan przywiózł mnie z powrotem pod mój dom!

Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Czytaj dalej »

19 lutego 2015

Dzień wolny #11 - ptaszki

Amanda załamała się po odkryciu rozdarcia rękawka swojej ulubionej koszulki, jednak teraz była jeszcze bardziej przewiewna i wydawała się być bardziej ekstrawagancka. Postanowiła z drugim zrobić to samo, tylko już nie w tak ostentacyjny sposób.  
Wróciła do przygotowań. Czerwony lakier leżał przy drzwiach do łazienki. Sznureczki opatrunku delikatnie łaskotały ją w dyndając w czasie chodzenia. Usiadła na kanapie i zdjęła skarpetki. Zaczęła malować paznokcie u stóp (dla wprawy), bo przecież i tak nikt ich nie będzie widział. Długo nie musiała czekać, żeby się przekonać, że było to dobre posunięcie. Już przy pierwszym pociągnięciu pędzelka zadygotała jej ręka tworząc w rezultacie „wykrwiawiającego się” najmniejszego paluszka. Opamiętała się i z resztą nie miała już nawet najmniejszego problemu. Niejeden malarz czy lakiernik mógłby się wiele nauczyć obserwując pracę na tej dziewiątce paznokci. Czas na górną parę kończyn. Przeciągnęła się. Spojrzała na palce. Zrobiła mini-falę. Ponownie zaczęła od najmniejszego. Pociągnięcie za pociągnięciem z dokładnością chirurga. Druga ręka. To samo zachowanie. Ta sama dokładność. Ten sam rezultat. 
Trzeci ptaszek postawiony.
- Zdolna jestem – powiedziała z wyszczerzonymi zębami do telewizora, który milczeniem potwierdził zapoznanie się z tą informacją.
Wyjęła opatrunek. Zadziałał! Czas na makijaż. Srebrny kufer stojący obok kanapy krył w sobie całą paletę produktów uzupełnianych i kolekcjonowanych od dłuższego czasu. Proces tworzenia powłoki ochraniająco-maskującej niedoskonałości właśnie się rozpoczął. Podkłady, pudry, kreski, cienie, maskary. Ponad godzina patrzenia w lusterko. Gdyby opisać cały proces tworzenia makijażu na poszczególne okazje, mogłyby z tego powstać różnorodne plany zagospodarowania przestrzennego albo niejedna praca dyplomowa dla logistyka lub malarza-tapeciarza.* 
Czwarty ptaszek – jest.
Włosy. Szybkie upięcie w kok – to nie mogło nie wyjść. Parę gumek, kilka czarnych wsuwek, cienki, złamany grzebień i odrobinę lakieru później – fryzura gotowa. Piąty odhaczony.
Ubranie. Zawsze ogromny wybór. Nigdy nie ma w co się ubrać. Dla takich przypadków na jednej z półek leży różowa rzutka do darta. Ubrania były wybierane przez celowanie w środek szafy z odległości ok. 3 metrów i rzut. To, że najchętniej ubierane ciuchy były poukładane na półkach przy zewnętrznych ścianach szafy świadczyło tylko o jednym. Grając w darta najbezpieczniej było za jej plecami. Trzy rzuty. Założyła niebieskie, ciasne dżinsy, białą koszulę z czarnym kołnierzykiem, a trzecim wyborem/możliwością byłaby drewniana płyta, z której zrezygnowała. 

*(od autora) – Pracy dyplomowej dla malarza–tapeciarza nie ma, ale tak panie, doceniam wasz trud, zmęczenie, pot, łzy, czy niekiedy przelaną krew podczas prac nad makijażem. Nie róbcie z tego schronu atomowego dla swoich policzków. Pamiętajcie, że mężczyzna nie ma ochoty patrzeć na was przez kilogramową maską kuloodporną, a ewentualnie delikatną kalkę nałożoną tu i tam. Dziękuję za uwagę :)
Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Czytaj dalej »

18 lutego 2015

Dzień wolny #10 - otwórz przed sobą drzwi

Matka jak zwykle pewna swych przekonań. Ojciec jak zwykle wypowiada się półżartem, czego nigdy do końca nie była w stanie zrozumieć. Odpowiedź na pytanie „Czy mogę wyjść z przyjaciółkami na dyskotekę?” brzmiąca zawsze „O tak córciu, tylko zamknij za sobą drzwi” oznaczała „Jasne, jeszcze pewnie chcesz 100 zł na taksówkę, alkohol i trawę” albo „Idź, tylko zgaś światło i zamknij za sobą drzwi”. Doceniła ich jednak, bo na chwilę obecną tylko oni pamiętali, a to w końcu jej wielka rocznica…
Tak jak istnieje różnica między byciem kobietą albo mężczyzną, tak samo trunki produkowane przez ojca były albo wyśmienite albo nadawały się jako dodatek do płynu do szyb, na którym nie napisano „z alkoholem”. Oczywiście w jednym i drugim przypadku można odnaleźć osobniki/produkty "pośrednie" z natury - rzadko, a mieszanie alkoholi chyba nikomu jeszcze na nic dobrego nie wyszło. Otworzyła butelkę i po pierwszym wdechu oparów ów napoju wyskokowego zrozumiała, że kochający papcio nie chciał, żeby to wypiła. Odłożyła do barku na wypadek jakiejkolwiek nakrapianej procentami imprezy, na której zabraknie alkoholu i będzie potrzebne cokolwiek co drażni gardło i skutecznie dobije najwytrwalszych.
Miała już tylko nieco ponad 3 godziny na przyjście Gabrysi, a paznokcie niepomalowane, makijaż niezrobiony, włosy nieułożone, ubrania niewybrane, więc też niezałożone, buty i torebka w takim razie również niedopasowane, dodatki niewybrane. Jedyne zadania, przy których w myślach mogła sobie postawić „ptaszka” to kąpiel i depilacja.
Przestał padać deszcz. Podekscytowana tym faktem ochoczo wstała z kanapy. Przegalopowała do łazienki i wzięła wyzywający, czerwony lakier. Biegnąc z powrotem zahaczyła rękawem swojej ulubionej koszulki o klamkę wewnętrznej strony lekko uchylonych drzwi łazienki. Upadając na kolana zrobiła prawie piruet i uderzyła się nosem o ich zewnętrzną stronę. W międzyczasie dało się słyszeć odgłos rozpruwanego materiału. Niezdarność Puchatka w połączeniu z delikatnym stanem upojenia i szybkością Tygryska skończyła się prawie ceremonialnym potokiem krwi. Niby nic poważnego się nie stało, ale krew cieknąca z nosa to czynnik znacznie utrudniający wykonywanie maskarady. Nie miała czasu, więc poradziła sobie z tym problemem tamponami.


Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Czytaj dalej »

17 lutego 2015

Dzień wolny #9 - kochający rodzice


On odebrał zapłatę i słony napiwek. Ona odebrała pizzę, sos pomidorowy i siedemdziesiąt złotych. Przymrużone, zaczerwienione oczy wysokiego jednoznacznie wskazywały na to, że czegoś jeszcze oczekuje. Bez pożegnania zamknęła drzwi przed nosem natarczywemu mężczyźnie. Szybkie trzy kliknięcia zamka. Bezpieczna i ona i pizza i sos i reszta. „Zwycięstwo!” Położyła pudełko w kuchni. Zdjęła stanik. „Wolność!” Margherita na cienkim cieście, czyli sos, ser, ser, ser i jeszcze raz sos była daniem poruszającym jej rozum, serce i żołądek. Mogła pławić się w rozkoszach tych składników nawet kiedy ostygły, jednak rzadko mała pizza w rękach Amandy miała szansę wytrwać do tego momentu. Każdy kęs był błogosławieństwem dla jej kubków smakowych. „paczka ! ale najpierw zjem”. Zjadła i wstała. Nalała sobie obfity kufel soku pomarańczowego (trzecia i czwarta porcja dziennego zapotrzebowania na owoce i warzywa). Wzięła paczuszkę o wymiarach długiej cegły. Usiadła wygodnie na kanapie. Przesyłka opakowana była szarym papierem i związana na kokardkę sznureczkiem naturalnego pochodzenia. Nadawcą była jej mama. Rozwiązała. Okazało się, że w razie, gdyby ktoś wpadł na ten pomysł, papier był zaklejony sprytnie taśmą klejącą tak, że prawie nie było jej widać. Choć miała zwyczaj, że otwierała takie rzeczy pełna gracji uważając, aby cokolwiek przypadkiem się nie zniszczyło, tym razem nie potrafiła się powstrzymać. Jednym wprawnym pociągnięciem rozerwała opakowanie. Na górze, na przyklejonej do czerwonego pudełka kartce widniał napis:  

„Płynie już Twoja trzecia dziesiątka! (Nie zmarnuj jej tak, jak dwie poprzednie!)”

 Otworzyła pudełko. W środku znajdowała się nieduża butelka. (Pewnie jedna z naleweczek tatusia). Brak akcyzy oraz fakt, że w środku nie było nawet najmniejszego bąbelka powietrza upewniły ją co do swojego zdania. Pod butelką była jeszcze jedna karteczka.

„Korzystaj z życia (z dala od chłopaków)! Jedz (póki jeszcze możesz)!
Pij (w ograniczonych ilościach)!
Tańcz do białego rana (w domu lub przyzwoitym ubraniu)!
Pamiętaj o nas (chyba, że zaciągniesz kredyt i nie będziesz umiała go spłacić)!

Kochający:
mama 
(i tata)!”

Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Czytaj dalej »

16 lutego 2015

Dzień wolny #8 - żuk

- Dziękuję, do usłyszenia.
„Pół godziny. Umrę z głodu.” Żółtym, ale już dojrzałym bananem postanowiła uzupełnić porcję dziennego zapotrzebowania organizmu na owoce i warzywa. Wysunęła szafkę z biustonoszami.
„Biały nie, bo do pary i zbyt szybko się brudzi. Szary zbyt smutny. Czerwony zbyt wyzywający. Kremowy zbyt niewidoczny. Czarny zbyt rzucający się w oczy.” Po dziesięciu minutach założyła szary, aby pokazać wszechświatu w jak beznadziejnym jest dzisiaj humorze. Poprawiła jeszcze wygodę układając lepiej niż zrobił to przypadek półkule w miseczkach. 
Włożyła ponownie swoją koszulkę. Usiadła przed laptopem i przejrzała swój ulubiony niebieski portal społecznościowy. Jedyne powiadomienia jakie się pojawiły od trzech osób to zaproszenia do przeciekawych i zajmujących gier z fabułą równą tej w opowiadaniu: „Jest żuk. Żuk pcha gówno.” Napisała jeszcze Gabrysia: „Dzisiaj kino. Jaki film? Nie wiem. Zobaczymy na miejscu. Będę o 17:00 !”
Siedzenie na kanapie przed komputerem przeglądając portale społecznościowe (i nie tylko) jest niesamowite. Można w takim układzie nasze mieszkanie porównać do wehikułu czasu (którego panelem kontrolnym jest komputer) przenoszącego zawsze w przyszłość, dlatego też pan doręczyciel pojawił się z pizzą w mgnieniu oka. Trzy kliknięcia zamka. Dywanik cofnięty. Ubrania założone. „Wszystko gotowe!” Nacisk na klamkę. Deszcz pada. Pan w czerwonej kurtce i czapce, tym razem miał niecałe dwa metry wzrostu i zmęczone wczorajszą imprezą oczy.
- Bry, "mała", potrójny ser, sos pomidorowy, dwadzieścia siedemdziesiąt – żuł gumę mlaskając z głupkowatym uśmieszkiem.
Chwyciła torebkę. Po wyczuciu w środku skóropodobnego materiału czerwonego portfela doznała olśnienia na miarę iluzjonisty czytającego w myślach dotykając skroni. Reszta z bułek - 2,30 zł, nic więcej.
- Można płacić kartą?
Oparł się o futrynę. Uśmiechnął się jeszcze szerzej, przez co mlaskał jeszcze głośniej i upodobnił się do alfonsa trafiającego na potencjalną pracownicę.
- Tylko gotóweczka "mała" paniusiu - toczył swój gówniany żart.
Spojrzała w głąb niezbadanej czeluści. Indiana Jones rozpoczął poszukiwanie skarbu, a jego biczem i maczetą w jednym stała się łyżeczka znaleziona u wrót jaskini. Nieskończona lawina szminek, błyszczyków, lakierów do paznokci, paragonów, papierków po batonikach, śrubokrętu i kluczy nie pozwalała dojrzeć nawet zarysu jakiejkolwiek monety. Po trwającej całą wieczność minucie pojawiło się światełko w tunelu w postaci rozerwanego materiału na dnie. Rozchyliła dwa poszarpane kawałki tkaniny i oto ukazał jej się lekko zniecierpliwiony Władysław II Jagiełło.

Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Czytaj dalej »

15 lutego 2015

Dzień wolny #7 - ciepło-zimno

Obudziła się. Nie wiedziała czy ramię, część głowy i tyłek zostały odcięte podczas snu i zabrane do analizy przez jej ubezpieczyciela badającego skrajne zbieżności losu dotyczące wypadków w warunkach domowych, czy może obcy zechcieli z nią zagrać w ciepło-zimno w wersji ekstremalnej rozrzucając kawałki ciała po mieszkaniu i przez wszczepiony czip, informować boli-nie boli. Wersja z kosmitami byłaby o tyle ciekawsza, że wiedziałaby, do której części ciała aktualnie się zbliża.
Dłoń żywa potwierdziła istnienie nienaruszonych, okrągłych, jędrnych, zmarzniętych pośladków i całej reszty. Otworzyła oczy. Milczenie przerwał dźwięk jakby synchronicznego rozdzierania ręcznika przez zawodników sumo wydających ochrypłe oznaki zmęczenia i złego kota znajdującego się w towarzystwie ciekawskiego psa. Tak, burczenie w brzuchu oznacza, że już przed 13. Zsunęła się z kanapy zabierając jedną z paczek warzyw, które wrzuciła na patelnię po wejściu na pół ślepo do kuchni. Zapaliła 2 palniki, dolała oleju do warzyw i wody do czajnika. Włączyła delikatnie huczący okap. Czajnik gwiżdże, a jej części ciała uprzednio martwe wracają do świata żywych z bólem głowy na czele. Kawa na stole, bez mleka i cukru. Ona na krześle, bez stanika i poczucia czasu. Później okazało się, że i bez węchu. „Rozmrożone warzywa dużo szybciej się przypalają” myślała wyrzucając do kosza to co z nich zostało. Po tym jak wydmuchała nos i poczuła unoszący się w powietrzu zapach spalenizny postanowiła coś zamówić. Dzwoniąc do pizzerii była już pewna tylko jednego. „Zanim przyjedzie jedzenie, ubiorę stanik!”

Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Czytaj dalej »

14 lutego 2015

Dzień wolny #6 - warzywa

Z obolałym pośladkami, ramieniem i głową siedziała na podłodze rozmyślając nad tym, co ciekawego jeszcze może jej się dzisiaj przydarzyć. Korzystając z okazji, jaką dawała jej niska pozycja wytarła żółtym ręcznikiem wodę, którą uprzejme kałuże zalały jej wcześniej obuwie. Zniechęcona i naga wstała ze szmatą (posądzoną o spowodowanie incydentu z listonoszem) w ręce. „Spaliłabym cię, gdybyś nie była mokra”. Weszła do łazienki i z całej siły rzuciła Bogu ducha winnym ręcznikiem w złodziejkę biżuterii. Wyjęła z szafki kolejny, tym razem zielony. Został najpierw wymięty dłoniami, wytarty o ramiona i szyję. W tym momencie nastała chwila przyjemności związana z delikatnym dotykaniem piersi nieskażonych męską dłonią od czasów wczesnego dzieciństwa. Później znowu szorowanie, mięcie, wgniatanie, aż w końcu w okolicach intymnych został potraktowany szlachetnie, po czym podzielił los żółtej koleżanki.
Cieniutkie stopki, czyste koronkowe figi, krótkie dresowe spodenki, luźna koszulka z rękawem trzy/czwarte niezakrywająca płaskiego brzucha to rzeczy, w jakich Amanda czuła się najswobodniej, dlatego też w ten sposób się ubrała. Wróciła do niecierpliwego lodu, który zdążył stopnieć. Otworzyła zamrażarkę tym razem bardziej doświadczona odskoczyła zaraz po otwarciu, jednak nic nie wypadło, ale lodu już nie było. Wyjęła 3 niebieskie paczki. Miała zamiar poczytać książkę, otrzymaną od mamy na urodziny dwa miesiące wcześniej (z komentarzem, "ohh, chciałabym też móc poczuć tą woń znajdując się w tłumie") o tajemniczym tytule „Pachnidło”. 
Do obiadu, który jadła zazwyczaj około godziny trzynastej miała sporo czasu. Siły jednak nie pozwoliły na jakąkolwiek aktywność, więc włączyła telewizor. Natrafiając na pierwszy z brzegu kanał muzyczny (Polo TV) odpuściła sobie również ten rodzaj rozrywki i rzuciła się w odmęt najwygodniejszej w tym momencie kanapy na świecie.
Nie zapomniała o przyłożeniu do obolałych miejsc zmrożonych warzyw na patelnię. 

Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Czytaj dalej »

13 lutego 2015

Dzień wolny #5 - paczuszka

Kolejne pół szklanki tym razem likieru z sokiem pomarańczowym wypiła podczas półgodzinnego obrzędu suszenia włosów wsłuchując się w kojące odgłosy wyjącej suszarki. „Koniec z alkoholem”. Wyjmując z zamrażarki lód na zimny okład majestatyczny kawał zmarzniętego na kość mięsa spadł obok jej stopy wywołując ogromny huk. „Ale mam szczęście”. Podczas owijania lodu ręcznikiem usłyszała dzwonek do drzwi. Podeszła, spojrzała przez Judasza. Listonosz. Trzy kliknięcia zamka, nacisk na klamkę, krok w tył i drzwi otwarte. Deszcz dalej padał.
- Dź, dź, dzieeeeeń dobry, Pani Am, a, aaaaaamanda Wietrzak? – zapytał niski lekko jąkający się przemoczony listonosz o wątłej budowie ciała i ciemnych włosach sięgających ramion, po czym podniósł oczy z listy na kobietę stojącą przed nim i wyszczerzył zęby zadowolony z zaczerwienioną twarzą. 
Po wzroku przeskakującym z gładkich nóg na dojrzałe piersi zdała sobie sprawę z tego, że żółty ręcznik, który dalej miała na sobie ledwo co zakrywał okolice bikini. Lekko się pochyliła, ugięła kolana, przełożyła włosy na jedną stronę, naciągnęła jak najniżej mogła przekrzywiając głowę i krótko odwzajemniła uśmiech.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
- O, oooooj w, wieeelu rzeczach – chciał szybko zażartować, ale odkaszlnął i sztywny niczym żołnierz z powagą godną księdza na pogrzebie dodał mrużąc oczy – Dzi, dzi , dziiiisiaj mam dla Pani p, paczkę. Proszę o p, poootwierdzenie odbioru p,p, podpisem o tu, tuuutaj. – drżącą ręką wskazał miejsce podpisu i podał długopis.
Podpisała się szybko niechętnie odrywając prawe ramię od ręcznika.
- Dziękuję u, uprzejmie – wymamrotał, podał małą paczuszkę.
- Dziękuję i do widzenia – odebrała przedmiot i położyła z boku na komodzie.
Zrobiła krok w tył, sięgnęła ręką klamki uwalniając w ten sposób supeł ręcznika, który w tym momencie postanowił się rozwiązać. Listonosz gapił się bez słowa, a ona czuła jak okrycie zaczyna się zsuwać odsłaniając jej piersi. "Nie pozwolę Ci się rozebrać!" W ataku paniki chwyciła drugą ręką materiał. "No popatrz znowu mi się udało". Chciała szybko zamknąć drzwi. Zaklinowały się na dywaniku. Szarpnęła oburącz drzwiami w tył. Przewróciła się na tyłek, rozpakowana, rozgniewana i w lekkim rozkroku. Zatrzasnęła drzwi nogą. Listonosz stał jeszcze pięć minut przed nimi, po czym patrząc na wierzgające spodnie pomyślał „To była ta jedna, jedyna okazja na milion przyjacielu, o której mówił tata, a Ty się budzisz dopiero teraz?!”, a wracając do pracy mruczał już sobie tylko:
- Ń, nie dość że się j, jąkam, to jeszcze staje mi z, z ooopóźnieniem…

Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Czytaj dalej »

12 lutego 2015

Dzień wolny #4 - "the kiss of fire"

Weszła ostrożnie do wanny. Na skraju leżał wcześniej przygotowany drink i ipod owinięty niebieskimi słuchawkami. Odwinęła powoli kabelek, a jego grające już końcówki włożyła do uszu. Podczas kąpieli wysłuchała kilku utworów ściągniętych 3 dni wcześniej i wypiła pół szklanki słodkiego trunku z lekką wkładką (pół na pół) wódki. Krzywiąc się przy każdym łyku myślała sobie „mocne jak cholera, nie wyrzucę bo szkoda, nie rozcieńczę bo mi się nie chce, wypije bo mam ochotę”. Wychodząc z wanny zatoczyła się delikatnie, po czym dało się usłyszeć swoisty „plusk”. Ostatnim obrazem jaki widziała na ekranie ipod’a była okładka albumu „Didn’t it rain”, a ostatnimi słowami w słuchawkach były „the kiss off fire” wypowiadanych jednocześnie przez Hugh’a i Gaby. Później poczuła tylko lekkie „kopnięcie prądu” w okolicach prawej łydki.
Wyszła ostrożnie z wanny. Wyjęła korek. Owinęła czyste, nagie i wilgotne ciało żółtym ręcznikiem. Spojrzała w kierunku wanny i w ostatniej chwili zauważyła lekki odblask złotego kolczyka wciąganego w malutki wir wodny, a po sekundzie w której rozpaczliwie rzuciła się na pomoc, pośliznęła się na podłodze, uderzyła ramieniem i głową o skraj wanny w rezultacie upadając na ziemię, już go nie było.
Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Czytaj dalej »

11 lutego 2015

Dzień wolny #3 - lustro

Po tak wyczerpującym poranku nadeszła pora na gorącą kąpiel zmywającą nie tylko brudy z najgłębszych zakamarków ciała, ale również złe nastawienie z otchłani umysłu. Stary kurek zaskrzypiał głośno i gorąca woda zaczęła powoli wypełniać wannę. Kilkanaście kuleczek zapachowych, których pochodzenia nie była w stanie określić wrzuciła do wody z razem drobnymi kolczykami, wrzuconymi do pojemniczka na kulki w stanie nieświadomości dzień wcześniej. Jeden udało się uratować, jednak drugiego nie potrafiła już zlokalizować. Zrezygnowana siedząc na wannie chwyciła przemoczoną podkoszulkę. Zdjęła ją niepłynnym ruchem zahaczając się na podbródku i ujawniając to, co wcześniej było widoczne jakby przez mgłę. Mokre ubrania nie lubią współpracować z ludźmi. Łapiąc jednocześnie za koronkowe, śnieżnobiałe figi i luźne, szare, dresowe spodnie uniosła się na parę centymetrów i opuściła je do poziomu kolan. Rozpoczął się pięciominutowy proces, którego seria składa się z bezwiednego przytrzymywania nogawki nogi numer 1 stopą nogi numer 2, unosząc w tym czasie nogę o numerze 1 i powtórzeniu ze zmianą numerów. Stanęła przed lustrem sięgającym od podłogi do sufitu. Przeciwniczką zakupu tak dużego "zwierciadła" była mama:
„przeglądając się w nim za każdym razem będziesz narzekać, a czego oczy nie widzą tego sercu nie żal”.
Wciągnęła i tak płaski brzuch. Wypięła klatkę piersiową w przód, a pośladki w tył. Stanęła na palcach. Odwróciła się o 90 stopni.
- Mamo nie miałaś racji.
Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Czytaj dalej »

10 lutego 2015

Dzień wolny #2 - sikorka

Gdyby zapytać któregokolwiek z tkniętych starością sąsiadów, bułki pełnoziarniste wypiekane tego samego dnia w miejscowej piekarni nosiły miano „najlepszych”, jednak nie dla niej. Ona kupowała je dlatego, że ziarenka słonecznika zdrapywane z nich podczas parzenia się kawy były prawdopodobnie największym przysmakiem sikorki, która każdego ranka około godziny 7:00 stukała w okno kuchni domagając się swojej porcji. Mokra do tego stopnia, że woda nadal ściekała delikatnie z jej długich białych włosów, przez zaowalowane kości policzkowe, matową szyję i przylgniętą założoną rano na szybko podkoszulkę uwydatniającą teraz brak stanika, który nie był czymś koniecznym dla tej pary walorów, usiadła przed stołem z bułką bez słonecznika, piersiami bez biustonosza oraz kawą bez mleka i cukru. Zjadła śniadanie. Ptaszek też zjadł, nie podziękował, nie uśmiechnął się, nie spojrzał, nie stuknął w szybę na pożegnanie, po prostu niewdzięcznie odfrunął.
„Teraz pora żebym ja sobie odfrunęła” – pomyślała z dzikim grymasem na twarzy.
Sięgnęła do barku wyjmując najsłodszy alkohol, jaki się tam znajdował. Likier brzoskwiniowy przywieziony przez babcię z Niemiec rok temu wydawał się być idealnym wstępem do całodziennego użalania się nad sobą i wódkę na otarcie łez po spacerze, którego Tryton by jej pozazdrościł.

Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Czytaj dalej »

9 lutego 2015

Dzień wolny #1 - deszcz

Ranek. Chłodny wiatr przeplatający się z ulewnym deszczem skutecznie anulował wszystkie plany związane ze spacerem lub jakąkolwiek aktywnością na świeżym powietrzu, np. seksem. Dwudziestoletnia drobinka pod parasolem, który ledwo potrafiła utrzymać zamarzniętymi rękoma, starała się ukryć przemoknięte włosy. Dziadek powiedziałby jej „włóż czapkę”, babcia „załóż rękawiczki”, mama ubierz „płaszcz”, a kolega? Kolega powiedziałby napij się wódki, ona Cię rozgrzeje, uzdrowi i sprawi, że zapomnisz nawet o deszczu. Jak łatwo się domyślić, dorosła kobieta skorzystała z rady koleżanki „musisz ładnie wyglądać, a po bułki jakoś dojdziesz”.
Podążając zatopionym betonowym chodnikiem, który wydawał się roztrzaskiwać na tysiące drobinek przy kolejnych uderzeniach kropli o jego powierzchnię, każdy krok przy którym woda nie sięgała kostek był wyczynem na miarę Jezusa chodzącego po wodzie.
Wchodząc do domu kruszyna nie pominęła etapu zalania całego holu wodą ze zdjętych butów. Parasol przy składaniu zręcznie skropił drzewka bonsai stojące na parapecie, a przy okazji krople spływające po ścianie ułożyły się starannie w napis „najgorszy dzień wolny w Twoim życiu dopiero się rozpoczął”.

Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Czytaj dalej »

8 lutego 2015

Tulipan

- Autobus. Godzina piętnasta. Na zewnątrz upał. Piątka pasażerów. Jeden przemiły Pan kierowca o siwej głowie zapomniał o rzeczywistości. Zwolnił spoglądając co chwilę na długowłosą blondynkę o nogach długich do ziemi i piersiach jędrnych, ponętnych, skropionych delikatną wilgocią, która nachylając się do niego i prosząc o włączenie klimatyzacji sprawiała, że starzec zapominał do czego służyły niebieskie pigułki.
Zaraz za korzystającą z usług miejskiego związku komunikacyjnego osobą o blond włosach starającą się uczynić coś dobrego dla współpasażerów „stała” czwórka jeszcze nie dorosłych mężczyzn, która z niebieskich pigułek się jeszcze tylko śmiała. Pot lejący się strumieniami od czubka ich głowy, przez plecy, między parą pośladków i mocząc w rezultacie nawet skarpetki w sandałach wydawała się być niczym złym w porównaniu z przyjemnością, jaką niosło spoglądanie na wysokiego osobnika płci przeciwnej. Nieprzypadkowe ułożenie nienagannie uczesanych włosów, przerzuconych przez prawe ramię, ukazywało w ten sposób cienką skórę, spod której delikatnie wyłaniały się zarysy mięśni. Ujawniony został również tulipan wytatuowany pod zjawiskowo wyprofilowaną szyją.
Biała koszulka na ramiączkach ukazująca każdą doskonałość ciała umartwiona została skórzanymi szelkami wpiętymi w krótkie spodenki, utrzymujące w ryzach nieprzyzwoitości to co znajdowało się ponad nimi. Kwartet bacznych żołnierzy w pieśniach wyobraźni wychwalał jednak niższe partie olśniewającej istoty.
- Nogi?
- Oj, nie tak szybko. Dżinsowe spodenki bajecznie wyróżniały zaokrąglone biodra, a ich niedbałe wykończenie, jakby zerwane od spodu, ukazywało dolne zarysy dwóch walorów delikatnie podrygujących w rytm polskiej drogi, którymi nie pogardziłby żaden żyjący czy to młody czy to na skraju śmierci mężczyzna. Te godne podziwu krągłości miały jeszcze dodatkowe 2 zalety, które sięgały niebieskich trampek. Aksamitne, apetyczne, wyrafinowane – perfekcyjne.
- Tr…
- Nie, nie trampki…
- Roman, ale to miała być jakaś straszna historia!
- Andrzej, straszne jest to, że byłem jednym z pasażerów i właśnie dlatego zostałem kierowcą autobusów.
- Ale dlaczego to takie straszne? Przecież mimo tego, że jesteś stary, to dziewczyny w lato ubierają się dalej tak skromnie, ciągle jeżdżą autobusami, w których nadal jest gorąco…
- A słyszałeś o silnych i niezależnych kobietach?
- No tak, wszyscy o nich słyszeli.
- One same otwierają sobie okna.

Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Czytaj dalej »

Ślimaki przypominają, że zabrania się kopiowania wszelkich treści bez wcześniejszego porozumienia z Daniel Fojcik