18 lutego 2015

Dzień wolny #10 - otwórz przed sobą drzwi

Matka jak zwykle pewna swych przekonań. Ojciec jak zwykle wypowiada się półżartem, czego nigdy do końca nie była w stanie zrozumieć. Odpowiedź na pytanie „Czy mogę wyjść z przyjaciółkami na dyskotekę?” brzmiąca zawsze „O tak córciu, tylko zamknij za sobą drzwi” oznaczała „Jasne, jeszcze pewnie chcesz 100 zł na taksówkę, alkohol i trawę” albo „Idź, tylko zgaś światło i zamknij za sobą drzwi”. Doceniła ich jednak, bo na chwilę obecną tylko oni pamiętali, a to w końcu jej wielka rocznica…
Tak jak istnieje różnica między byciem kobietą albo mężczyzną, tak samo trunki produkowane przez ojca były albo wyśmienite albo nadawały się jako dodatek do płynu do szyb, na którym nie napisano „z alkoholem”. Oczywiście w jednym i drugim przypadku można odnaleźć osobniki/produkty "pośrednie" z natury - rzadko, a mieszanie alkoholi chyba nikomu jeszcze na nic dobrego nie wyszło. Otworzyła butelkę i po pierwszym wdechu oparów ów napoju wyskokowego zrozumiała, że kochający papcio nie chciał, żeby to wypiła. Odłożyła do barku na wypadek jakiejkolwiek nakrapianej procentami imprezy, na której zabraknie alkoholu i będzie potrzebne cokolwiek co drażni gardło i skutecznie dobije najwytrwalszych.
Miała już tylko nieco ponad 3 godziny na przyjście Gabrysi, a paznokcie niepomalowane, makijaż niezrobiony, włosy nieułożone, ubrania niewybrane, więc też niezałożone, buty i torebka w takim razie również niedopasowane, dodatki niewybrane. Jedyne zadania, przy których w myślach mogła sobie postawić „ptaszka” to kąpiel i depilacja.
Przestał padać deszcz. Podekscytowana tym faktem ochoczo wstała z kanapy. Przegalopowała do łazienki i wzięła wyzywający, czerwony lakier. Biegnąc z powrotem zahaczyła rękawem swojej ulubionej koszulki o klamkę wewnętrznej strony lekko uchylonych drzwi łazienki. Upadając na kolana zrobiła prawie piruet i uderzyła się nosem o ich zewnętrzną stronę. W międzyczasie dało się słyszeć odgłos rozpruwanego materiału. Niezdarność Puchatka w połączeniu z delikatnym stanem upojenia i szybkością Tygryska skończyła się prawie ceremonialnym potokiem krwi. Niby nic poważnego się nie stało, ale krew cieknąca z nosa to czynnik znacznie utrudniający wykonywanie maskarady. Nie miała czasu, więc poradziła sobie z tym problemem tamponami.


Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Ślimaki przypominają, że zabrania się kopiowania wszelkich treści bez wcześniejszego porozumienia z Daniel Fojcik