19 lutego 2015

Dzień wolny #11 - ptaszki

Amanda załamała się po odkryciu rozdarcia rękawka swojej ulubionej koszulki, jednak teraz była jeszcze bardziej przewiewna i wydawała się być bardziej ekstrawagancka. Postanowiła z drugim zrobić to samo, tylko już nie w tak ostentacyjny sposób.  
Wróciła do przygotowań. Czerwony lakier leżał przy drzwiach do łazienki. Sznureczki opatrunku delikatnie łaskotały ją w dyndając w czasie chodzenia. Usiadła na kanapie i zdjęła skarpetki. Zaczęła malować paznokcie u stóp (dla wprawy), bo przecież i tak nikt ich nie będzie widział. Długo nie musiała czekać, żeby się przekonać, że było to dobre posunięcie. Już przy pierwszym pociągnięciu pędzelka zadygotała jej ręka tworząc w rezultacie „wykrwiawiającego się” najmniejszego paluszka. Opamiętała się i z resztą nie miała już nawet najmniejszego problemu. Niejeden malarz czy lakiernik mógłby się wiele nauczyć obserwując pracę na tej dziewiątce paznokci. Czas na górną parę kończyn. Przeciągnęła się. Spojrzała na palce. Zrobiła mini-falę. Ponownie zaczęła od najmniejszego. Pociągnięcie za pociągnięciem z dokładnością chirurga. Druga ręka. To samo zachowanie. Ta sama dokładność. Ten sam rezultat. 
Trzeci ptaszek postawiony.
- Zdolna jestem – powiedziała z wyszczerzonymi zębami do telewizora, który milczeniem potwierdził zapoznanie się z tą informacją.
Wyjęła opatrunek. Zadziałał! Czas na makijaż. Srebrny kufer stojący obok kanapy krył w sobie całą paletę produktów uzupełnianych i kolekcjonowanych od dłuższego czasu. Proces tworzenia powłoki ochraniająco-maskującej niedoskonałości właśnie się rozpoczął. Podkłady, pudry, kreski, cienie, maskary. Ponad godzina patrzenia w lusterko. Gdyby opisać cały proces tworzenia makijażu na poszczególne okazje, mogłyby z tego powstać różnorodne plany zagospodarowania przestrzennego albo niejedna praca dyplomowa dla logistyka lub malarza-tapeciarza.* 
Czwarty ptaszek – jest.
Włosy. Szybkie upięcie w kok – to nie mogło nie wyjść. Parę gumek, kilka czarnych wsuwek, cienki, złamany grzebień i odrobinę lakieru później – fryzura gotowa. Piąty odhaczony.
Ubranie. Zawsze ogromny wybór. Nigdy nie ma w co się ubrać. Dla takich przypadków na jednej z półek leży różowa rzutka do darta. Ubrania były wybierane przez celowanie w środek szafy z odległości ok. 3 metrów i rzut. To, że najchętniej ubierane ciuchy były poukładane na półkach przy zewnętrznych ścianach szafy świadczyło tylko o jednym. Grając w darta najbezpieczniej było za jej plecami. Trzy rzuty. Założyła niebieskie, ciasne dżinsy, białą koszulę z czarnym kołnierzykiem, a trzecim wyborem/możliwością byłaby drewniana płyta, z której zrezygnowała. 

*(od autora) – Pracy dyplomowej dla malarza–tapeciarza nie ma, ale tak panie, doceniam wasz trud, zmęczenie, pot, łzy, czy niekiedy przelaną krew podczas prac nad makijażem. Nie róbcie z tego schronu atomowego dla swoich policzków. Pamiętajcie, że mężczyzna nie ma ochoty patrzeć na was przez kilogramową maską kuloodporną, a ewentualnie delikatną kalkę nałożoną tu i tam. Dziękuję za uwagę :)
Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Ślimaki przypominają, że zabrania się kopiowania wszelkich treści bez wcześniejszego porozumienia z Daniel Fojcik