10 lutego 2015

Dzień wolny #2 - sikorka

Gdyby zapytać któregokolwiek z tkniętych starością sąsiadów, bułki pełnoziarniste wypiekane tego samego dnia w miejscowej piekarni nosiły miano „najlepszych”, jednak nie dla niej. Ona kupowała je dlatego, że ziarenka słonecznika zdrapywane z nich podczas parzenia się kawy były prawdopodobnie największym przysmakiem sikorki, która każdego ranka około godziny 7:00 stukała w okno kuchni domagając się swojej porcji. Mokra do tego stopnia, że woda nadal ściekała delikatnie z jej długich białych włosów, przez zaowalowane kości policzkowe, matową szyję i przylgniętą założoną rano na szybko podkoszulkę uwydatniającą teraz brak stanika, który nie był czymś koniecznym dla tej pary walorów, usiadła przed stołem z bułką bez słonecznika, piersiami bez biustonosza oraz kawą bez mleka i cukru. Zjadła śniadanie. Ptaszek też zjadł, nie podziękował, nie uśmiechnął się, nie spojrzał, nie stuknął w szybę na pożegnanie, po prostu niewdzięcznie odfrunął.
„Teraz pora żebym ja sobie odfrunęła” – pomyślała z dzikim grymasem na twarzy.
Sięgnęła do barku wyjmując najsłodszy alkohol, jaki się tam znajdował. Likier brzoskwiniowy przywieziony przez babcię z Niemiec rok temu wydawał się być idealnym wstępem do całodziennego użalania się nad sobą i wódkę na otarcie łez po spacerze, którego Tryton by jej pozazdrościł.

Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Ślimaki przypominają, że zabrania się kopiowania wszelkich treści bez wcześniejszego porozumienia z Daniel Fojcik