13 lutego 2015

Dzień wolny #5 - paczuszka

Kolejne pół szklanki tym razem likieru z sokiem pomarańczowym wypiła podczas półgodzinnego obrzędu suszenia włosów wsłuchując się w kojące odgłosy wyjącej suszarki. „Koniec z alkoholem”. Wyjmując z zamrażarki lód na zimny okład majestatyczny kawał zmarzniętego na kość mięsa spadł obok jej stopy wywołując ogromny huk. „Ale mam szczęście”. Podczas owijania lodu ręcznikiem usłyszała dzwonek do drzwi. Podeszła, spojrzała przez Judasza. Listonosz. Trzy kliknięcia zamka, nacisk na klamkę, krok w tył i drzwi otwarte. Deszcz dalej padał.
- Dź, dź, dzieeeeeń dobry, Pani Am, a, aaaaaamanda Wietrzak? – zapytał niski lekko jąkający się przemoczony listonosz o wątłej budowie ciała i ciemnych włosach sięgających ramion, po czym podniósł oczy z listy na kobietę stojącą przed nim i wyszczerzył zęby zadowolony z zaczerwienioną twarzą. 
Po wzroku przeskakującym z gładkich nóg na dojrzałe piersi zdała sobie sprawę z tego, że żółty ręcznik, który dalej miała na sobie ledwo co zakrywał okolice bikini. Lekko się pochyliła, ugięła kolana, przełożyła włosy na jedną stronę, naciągnęła jak najniżej mogła przekrzywiając głowę i krótko odwzajemniła uśmiech.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
- O, oooooj w, wieeelu rzeczach – chciał szybko zażartować, ale odkaszlnął i sztywny niczym żołnierz z powagą godną księdza na pogrzebie dodał mrużąc oczy – Dzi, dzi , dziiiisiaj mam dla Pani p, paczkę. Proszę o p, poootwierdzenie odbioru p,p, podpisem o tu, tuuutaj. – drżącą ręką wskazał miejsce podpisu i podał długopis.
Podpisała się szybko niechętnie odrywając prawe ramię od ręcznika.
- Dziękuję u, uprzejmie – wymamrotał, podał małą paczuszkę.
- Dziękuję i do widzenia – odebrała przedmiot i położyła z boku na komodzie.
Zrobiła krok w tył, sięgnęła ręką klamki uwalniając w ten sposób supeł ręcznika, który w tym momencie postanowił się rozwiązać. Listonosz gapił się bez słowa, a ona czuła jak okrycie zaczyna się zsuwać odsłaniając jej piersi. "Nie pozwolę Ci się rozebrać!" W ataku paniki chwyciła drugą ręką materiał. "No popatrz znowu mi się udało". Chciała szybko zamknąć drzwi. Zaklinowały się na dywaniku. Szarpnęła oburącz drzwiami w tył. Przewróciła się na tyłek, rozpakowana, rozgniewana i w lekkim rozkroku. Zatrzasnęła drzwi nogą. Listonosz stał jeszcze pięć minut przed nimi, po czym patrząc na wierzgające spodnie pomyślał „To była ta jedna, jedyna okazja na milion przyjacielu, o której mówił tata, a Ty się budzisz dopiero teraz?!”, a wracając do pracy mruczał już sobie tylko:
- Ń, nie dość że się j, jąkam, to jeszcze staje mi z, z ooopóźnieniem…

Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

1 komentarz:

  1. o święty Jezu, takich bredni świat nie widział odkąd napisano Koran. naprawd, złe do kwadratu. dretwo, kiepski warsztat, żenująca historyjka. miała wzbudzić jakieś pożądani, podniecenie walentynkowe? jeśli tak, to jedyne co powoduje, to ZAŻENOWANIE podczas czytania. do nauki, pisarzem to Ty nie będziesz!

    OdpowiedzUsuń


Ślimaki przypominają, że zabrania się kopiowania wszelkich treści bez wcześniejszego porozumienia z Daniel Fojcik