15 lutego 2015

Dzień wolny #7 - ciepło-zimno

Obudziła się. Nie wiedziała czy ramię, część głowy i tyłek zostały odcięte podczas snu i zabrane do analizy przez jej ubezpieczyciela badającego skrajne zbieżności losu dotyczące wypadków w warunkach domowych, czy może obcy zechcieli z nią zagrać w ciepło-zimno w wersji ekstremalnej rozrzucając kawałki ciała po mieszkaniu i przez wszczepiony czip, informować boli-nie boli. Wersja z kosmitami byłaby o tyle ciekawsza, że wiedziałaby, do której części ciała aktualnie się zbliża.
Dłoń żywa potwierdziła istnienie nienaruszonych, okrągłych, jędrnych, zmarzniętych pośladków i całej reszty. Otworzyła oczy. Milczenie przerwał dźwięk jakby synchronicznego rozdzierania ręcznika przez zawodników sumo wydających ochrypłe oznaki zmęczenia i złego kota znajdującego się w towarzystwie ciekawskiego psa. Tak, burczenie w brzuchu oznacza, że już przed 13. Zsunęła się z kanapy zabierając jedną z paczek warzyw, które wrzuciła na patelnię po wejściu na pół ślepo do kuchni. Zapaliła 2 palniki, dolała oleju do warzyw i wody do czajnika. Włączyła delikatnie huczący okap. Czajnik gwiżdże, a jej części ciała uprzednio martwe wracają do świata żywych z bólem głowy na czele. Kawa na stole, bez mleka i cukru. Ona na krześle, bez stanika i poczucia czasu. Później okazało się, że i bez węchu. „Rozmrożone warzywa dużo szybciej się przypalają” myślała wyrzucając do kosza to co z nich zostało. Po tym jak wydmuchała nos i poczuła unoszący się w powietrzu zapach spalenizny postanowiła coś zamówić. Dzwoniąc do pizzerii była już pewna tylko jednego. „Zanim przyjedzie jedzenie, ubiorę stanik!”

Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Ślimaki przypominają, że zabrania się kopiowania wszelkich treści bez wcześniejszego porozumienia z Daniel Fojcik