16 lutego 2015

Dzień wolny #8 - żuk

- Dziękuję, do usłyszenia.
„Pół godziny. Umrę z głodu.” Żółtym, ale już dojrzałym bananem postanowiła uzupełnić porcję dziennego zapotrzebowania organizmu na owoce i warzywa. Wysunęła szafkę z biustonoszami.
„Biały nie, bo do pary i zbyt szybko się brudzi. Szary zbyt smutny. Czerwony zbyt wyzywający. Kremowy zbyt niewidoczny. Czarny zbyt rzucający się w oczy.” Po dziesięciu minutach założyła szary, aby pokazać wszechświatu w jak beznadziejnym jest dzisiaj humorze. Poprawiła jeszcze wygodę układając lepiej niż zrobił to przypadek półkule w miseczkach. 
Włożyła ponownie swoją koszulkę. Usiadła przed laptopem i przejrzała swój ulubiony niebieski portal społecznościowy. Jedyne powiadomienia jakie się pojawiły od trzech osób to zaproszenia do przeciekawych i zajmujących gier z fabułą równą tej w opowiadaniu: „Jest żuk. Żuk pcha gówno.” Napisała jeszcze Gabrysia: „Dzisiaj kino. Jaki film? Nie wiem. Zobaczymy na miejscu. Będę o 17:00 !”
Siedzenie na kanapie przed komputerem przeglądając portale społecznościowe (i nie tylko) jest niesamowite. Można w takim układzie nasze mieszkanie porównać do wehikułu czasu (którego panelem kontrolnym jest komputer) przenoszącego zawsze w przyszłość, dlatego też pan doręczyciel pojawił się z pizzą w mgnieniu oka. Trzy kliknięcia zamka. Dywanik cofnięty. Ubrania założone. „Wszystko gotowe!” Nacisk na klamkę. Deszcz pada. Pan w czerwonej kurtce i czapce, tym razem miał niecałe dwa metry wzrostu i zmęczone wczorajszą imprezą oczy.
- Bry, "mała", potrójny ser, sos pomidorowy, dwadzieścia siedemdziesiąt – żuł gumę mlaskając z głupkowatym uśmieszkiem.
Chwyciła torebkę. Po wyczuciu w środku skóropodobnego materiału czerwonego portfela doznała olśnienia na miarę iluzjonisty czytającego w myślach dotykając skroni. Reszta z bułek - 2,30 zł, nic więcej.
- Można płacić kartą?
Oparł się o futrynę. Uśmiechnął się jeszcze szerzej, przez co mlaskał jeszcze głośniej i upodobnił się do alfonsa trafiającego na potencjalną pracownicę.
- Tylko gotóweczka "mała" paniusiu - toczył swój gówniany żart.
Spojrzała w głąb niezbadanej czeluści. Indiana Jones rozpoczął poszukiwanie skarbu, a jego biczem i maczetą w jednym stała się łyżeczka znaleziona u wrót jaskini. Nieskończona lawina szminek, błyszczyków, lakierów do paznokci, paragonów, papierków po batonikach, śrubokrętu i kluczy nie pozwalała dojrzeć nawet zarysu jakiejkolwiek monety. Po trwającej całą wieczność minucie pojawiło się światełko w tunelu w postaci rozerwanego materiału na dnie. Rozchyliła dwa poszarpane kawałki tkaniny i oto ukazał jej się lekko zniecierpliwiony Władysław II Jagiełło.

Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Ślimaki przypominają, że zabrania się kopiowania wszelkich treści bez wcześniejszego porozumienia z Daniel Fojcik