25 lutego 2015

Pan Śnieg

Rozejrzała się po ulicy. Drobne płatki śniegu opadały leniwie na ziemię. Kilka pijanych osób siedziało na parapecie sklepu sieci "tanie piwo! wypijesz nawet wewnątrz, ale jakby ktoś wchodził to schowaj". Kilka pijanych osób prawdopodobnie dzieliło już skórę na niedźwiedzicy, która właśnie na nich spojrzała i najwyraźniej nie była zainteresowana, bo poszła w przeciwnym kierunku. Patrzyła przed siebie, bo najciekawsze rzeczy dzieją się właśnie tam. Nie wiedziała jednak jeszcze co wspaniałego kryje biały puch mruczący przy każdym kolejnym kroku. Wychodząc z domu była pewna, że potrzebuje orzeźwiającego wieczornego spaceru. Teraz kiedy słyszała, że śnieg zgrzytał również gdzieś za nią i woń alkoholu przyniesiona z wiatrem raził w nos była pewna, że to był zły pomysł.
Przyspieszyła.
Śnieg za nią chrumkał teraz krócej i w mniejszych odstępach czasu. Gwizd.
- A co to za piękna pani drepcze sobie sama o tak późnej porze? - zapytał pijany pan Śnieg.
- Głupi jesteś, przecież to nie jakaś pani, to dama! - dodał jego kolega, pan Lód.
- Ta z dupą kręcącą się dookoła świata i skaczącymi balonami przy każdym ruchu...

- Przecież jest odwrócona tyłem baranie...
- Oj nie, ona jest już na kolanach idioto.
Dwoje zdyszanych kompanów znajdowało się dokładnie za nią. Długowłosa prawie umierała ze strachu, jednak bała się zacząć biec, żeby nie podburzyć lodowatych adoratorów. Prosiła wszystkie nadprzyrodzone moce, aby przejechał obok choć jeden samochód, albo jeden rowerzysta. Jednak nawet kosmiczny czajnik czy latający potwór spaghetti nie okazali się na tyle litościwi, żeby jej pomóc. Kontakt fizyczny rozpoczął się kiedy Pan Śnieg pogładził rozpuszczone włosy młodej kobiety. Odwdzięczyła się natychmiastowo subtelnym i celnym kopniakiem w krocze. Popędziła ile sił w nogach przed siebie. Pan Lód choć był postawnym mężczyzną uśmiechnął się tylko ładnie i pomógł wstać koledze, kiedy ten upadł na kolana.
Biegła.
Zatrzymała się dopiero pod swoim domem. Łzy spływające po policzkach odbijały światło latarni, o którą się opierała. Płatki śniegu po kolei topiły się na jej twarzy. Stojąc tak z zamkniętymi oczami czuła chłód wdzierający się przez spodnie do palących nóg.
Śnieg zaczął znowu chrumkać. Natychmiast spojrzała w kierunku, z którego dochodziły odgłosy. Szedł tamtędy mały chłopiec z niebieską czapką, zielonym szalikiem i dużym tornistrem na plecach. Zbliżał się powoli, jednak patrzył jej prosto w oczy. Maluch zatrzymał się tuż obok.
- Czemu pani płacze?
- Spotkałam pana, który chciał mnie skrzywdzić. Ile masz lat kochanie, nie jesteś za mały na spacery o takiej porze? Gdzie są twoi rodzice?
- Mam już 10 lat. Tata mówi, że jestem duży! - zaprotestował - Mama i tata śpią już, a ja poszedłem szukać pani.
- Ale ze mnie gafa, przecież jesteś już prawie dorosły - otarła łzy, uśmiechnęła się.
Przykucnęła
- A jakiej pani szukasz?
- No pani, a mama mówiła, że jest pani brzydka a pani jest ładna - wskazał palcem na nos prawie klęczącej przed nim kobiety.
- Dlaczego akurat mnie? - zapytała zadziwiona
- Mama mówi, że tata wciąż spotyka się z "latarnicami" czyli paniami, które stoją pod latarnią i że są to panie, które biorą pieniążki za spotykanie się i rozmawianie.
Młody człowiek wyjął z kieszeni dziesięć złotych i wyciągnął przed siebie na otwartej dłoni.
- A czy wie pani wszystko, że trzeba płacić za rozmowę?
- Słoneczko schowaj pieniążki. Gdzie mieszkasz? Zaprowadzę Cię do domu.
Dziesięciolatek schował banknot i pokazał palcem dom oddalony o około trzysta metrów.
- Mama pani chyba nie zna, bo mówiła, że jest pani zdzirą, a to znaczy, że zdziera pani wszystkie pieniądze taty za piętnaście minut rozmowy.
- Na pewno mnie nie zna, mieszkam tu od niedawna.
- Może przyjdzie pani do nas kiedyś na obiad? Mama z panią porozmawia i już nie będzie cały czas zła na tatę, bo pani jest fajna.
Miała już zacząć mówić, kiedy gaduła zaczął ciągnąć dalej.
- Powiem pani sekret, jeżeli obieca mi pani, że od taty też pani nie weźmie już żadnych pieniędzy.
- Obiecuję - odpowiedziała niepewna.
Dziesięciolatek zwinął rękę, przyłożył ją do ucha dziewczyny i wyszeptał:
- Tata się chyba w pani zakochał.
- Skąd to wiesz? - zapytała zdziwiona.
- Bo mama mówiła, że przez panią tata się chwieje i buja w obłokach jak przychodzi wieczorem.
Nie wiedząc co odpowiedzieć kobieta wstała, wzięła rękę chłopca. Młodzieniec już miał się odwrócić, ale uśmiechnął się i wskazał palcem coś za plecami. Dziewczyna spojrzała przez ramię. Pan Śnieg, lekko zataczając się szedł w ich kierunku trzymając rękę na przyrodzeniu.
- Niech pani spojrzy. Mój tata rzeczywiście się w pani zakochał.

Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Ślimaki przypominają, że zabrania się kopiowania wszelkich treści bez wcześniejszego porozumienia z Daniel Fojcik