4 sierpnia 2015

zapaszki i komuna CZYLI łuuudstoook 1/3


Papier toaletowy weźmy w dłonie, 
świat toi toi niech nas pochłonie, 
wielkie gniazdo sobie utkajmy, 
z nosem zatkanym na szybko srajmy!

Czyli o tym jak to i co to na Woodstocku się dzieje - część 1.

Gdy zapytałem brata czy jedzie ze mną, odpowiedział, że nie będzie zadawał się z "brudasami". W pewnym stopniu zgodziłbym się co do określenia "brudasy", bo kiedy zbliża się do Ciebie grupka rasowych panów "żuli" wyszczerzających poczerniałe zęby i unoszących ręce zakute w pięć pieszczoch zakończonych przetartymi rękawiczkami myślisz, że nie będzie tak źle. W momencie, w którym do nosa dostaje się zapach dobiegający spod ich wyćwiekowanych, dżinsowych kurteczek, przekazuje on mózgowi dwie informację "człowieku, myliłeś się" i "uciekaj".
Jednak woń ta jest tak intensywna, że blokuje już wszystkie rozkazy wychodzące od mózgu. W tym momencie mdlejesz, stajesz osłupiały albo zamieniasz się w zombie szurając powoli nogami po ziemi w geście rozpaczy. W każdym przypadku czekasz na to, aż Twoja zbrukana alkoholem wątroba przetrawi tą truciznę.
Trzeba przyznać, że na tak zaawansowany stopień zapachu Ci panowie musieli pracować w pocie czoła pijąc wszystko, co ma w składzie "alkohol" już od dawna, dlatego jeżeli chodzi o wytrwałość w dążeniu do celu, to moglibyśmy się od nich dużo nauczyć.

Wróćmy do ludzi myjących się - wbrew pozorom jest to większość na tym festiwalu.

Można się umyć zimną (lodowatą) wodą bez większych kolejek. Chcąc się umyć w ciepełku, trzeba się trochę namęczyć i wstać wcześniej lub ładnie poczekać.

Strasznie intrygująca jest grupa kolejkowiczów, a są to ludzie stojący w kolejkach, tylko po to, żeby stać. Jak już jesteśmy przy czystości; co z tego, że jest kilkanaście wolnych "stanowisk" do mycia. Grupka kilkudziestu osób i tak ustawi się do kranika z zimną wodą numer 1. Pewnego razu pomyślałem, że może w tym miejscu zamiast zwykłej wody puszczają albo święconą, albo z calgonem (jakby ktoś miał pralkę i nie chciał kamienia) albo chociaż jakiś dżin z tonikiem. Nic z tych rzeczy.

Właśnie dlatego człowieków pasjonujących się staniem w kolejkach można podzielić na tych, którzy to robią "bo tak" i na tych, którzy oczekują czegoś w zamian. Ci drudzy to tzw. kolekcjonerzy. Zrobią wszystko, żeby zebrać wszystkie darmowe itemy, jakie są dostępne na łudstoku.
Kolekcjonowanie jest tak zajmujące i ciekawe, że niektórzy nie pójdą na żaden koncert, bo jest do zebrania jeszcze jedna paczka prezerwatyw od ekipy walczącej z HIV.
Fenomenem są ludzie ustawiający się 3 godziny przed otwarciem danego punktu. Po trzech godzinach nieprzerwanej warty w ukropie, aby typowy Janusz czyhający na odrobinę dekoncentracji nie wepchnął się w kolejkę, nadchodzi ta chwila. HURA! Teraz można sobie usiąść na rowerku i wypedałować pomarańczowe okulary!
Kolejki pod prysznice, kolejki po gadżety, kolejki do atrakcji, kolejki po piwo, kolejki do warsztatów. Wszystko to nasuwa mi tylko myśl, że nam polaczkom dwudziestego pierwszego wieku brakuje komunistycznego stania w kolejkach. Jeżeli żyjesz w przekonaniu, że skoro babcia tak robiła i tata tak robił, więc teraz Ty musisz swoje wystać - obudź się.

Opisać wszystko co tam się dzieje i tak nie dam rady, ale mimo tego w kolejnych częściach postaram się chociaż odrobinę pokazać wam również tą bardziej kolorową stronę życia na łudstoku!


Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Ślimaki przypominają, że zabrania się kopiowania wszelkich treści bez wcześniejszego porozumienia z Daniel Fojcik