27 sierpnia 2015

żuma do gucia, nie do ławek


Wyznania Daniela

"Nigdy w życiu nie uprawiałem seksu, 
tak jak nigdy w życiu nie przykleiłem do szkolnej ławki gumy do żucia."

Drogi czytelniku!

Czy kiedykolwiek zetknąłeś się z tym przestępczym procederem, jakim jest zbrukanie wilgotnymi, kolorowymi i pachnącymi gumami dolnej powierzchni szkolnego biurka?
Osobiście, kiedy pierwszy raz natknąłem się na to coś twardego pod ławką (co nie było kolanem koleżanki, ani metalową rurką), nie miałem pojęcia z jak czarną magią mam do czynienia. 

Tajemnicza grudka

Grudka, którą próbowałem zdrapać w ramach gapienia się na tablicę skrzypiącą przy każdym potarciu o nią kredą i jednoczesnego knucia spisku odnośnie poderwania dziewczyny z ławki obok, wydawała się mieć miłą w dotyku powierzchnię, a po jej potarciu palce miło pachniały (nie dziewczyny tylko grudki...). Kiedy już dumny z siebie odrąbałem linijką niezidentyfikowaną dotąd substancję, przyjrzałem się i zrozumiałem, że popełniłem duży błąd bawiąc się ów rzeczą. Próba ponownego przyklejenia czegoś, czego nie miałem ochoty już dotykać skończyła się fiaskiem. Odwiedzenie kosza na śmieci z nieswoją gumą w środku lekcji mogło się skończyć uwagą. ( za żucie gumy, a za co...) Wpadłem na genialny w swej prostocie plan. Odrobina taśmy klejącej, nożyczki i zdobycz już czekała w punkcie wyjścia na kolejnego uważającego podczas lekcji Indianę Dżąnsa.

Byłem przeciw!

Tak jak widownia jest zniesmaczona po żartach Strasburgera, tak i ja najnormalniej w świecie byłem oburzony całą tą sytuacją. Co jak co, ale spód ławki jest idealnym miejscem na złapanie się w ostatniej chwili podczas kołysania się na krześle, a to że komuś nie chciało się iść do kosza jakoś mało mnie obchodziło. Nie mogłem znieść tego, że moje ręce zamiast na zimną, metalową rurkę, trafiały na porozciągane, złudnie przyjemne w dotyku gumy. Oczywiście, że dałem za wygraną zanim zacząłem z tym walczyć. Mój głos sprzeciwu wśród starszych klas byłby jak bzyczenie komara w gnieździe szerszeni. Potem umarłem. 

Nie dosłownie, umarła moja idea walki z gumami.


a potem urosłem. Nie, dorosłem

Zdobywając kolejne level'e w grze zwanej "szkoła", proporcjonalnie do wzrastającej liczby przetrwanych tam dni, wzrastała chęć na robienie tajemniczego "niczego". Bujając się na krześle podczas fascynujących zajęć języka Polskiego, kolejny raz życie uratowała mi ta zapaskudzona, metalowa rurka. Wtedy zrozumiałem, że gdybym teraz miał iść wyrzucić gumę w środku zajęć ( bo jeden już dostał upomnienie ), guma nie wylądowałaby w koszu, tylko w tym przytulnym ( dla tego co akurat miałem w ustach ) miejscu pod ławką. I to wszystko nie dlatego, że chciałbym obrzydzić komuś huśtanie się na krześle, ale dlatego, że jestem śmierdzącym leniem, a wyprawa do kosza i z powrotem wymagałaby ogromnego wkładu niezbędnej do siedzenia energii. 

Dlatego zamiast narzekać na brudne ławki, po każdym "prawie upadku" łączyłem się w bólu z innymi istotami tak leniwymi jak ja.

a teraz jusz ich nie ma...

Tak jak "ich troje" i czerwone włosy Wiśniewskiego, gumy zgubiły się na uczelni i pojawiają się tylko niedobitki w postaci reklam Avans'u i piosenek śpiewanych ze znajomymi. Przyzwyczaiłem się do nich i nie żeby mi przeszkadzał brak obecności czyjegoś DNA w miejscu, gdzie się uczę, jednak pewien sentyment pozostał. Wydaje mi się, że studenci za słuszne postępowanie, czyli nieprzyklejanie gum do ławek, podświadomie jako nagrodę ustalają sobie limit alkoholu do wypicia w ciągu danego dnia, który rośnie przy każdej niewykorzystanej okazji do klejenia. 
Oczywiście, że żartuję co do alkoholu, ale w myśl zasady "każda okazja jest dobra, żeby się napić", masz właśnie kolejny pretekst do wypicia winka przed spaniem, a po winie możesz zaaplikować sobie gumę i zacząć zbierać własną kolekcję pod łóżkiem. 

a po bujaniu na krześle / w łóżku / w obłokach o koleżance z ławki umyj ręce!

Trzymaj się i pomóż ślimakowi rozwinąć skrzydła!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Ślimaki przypominają, że zabrania się kopiowania wszelkich treści bez wcześniejszego porozumienia z Daniel Fojcik