6 lutego 2017

czekolady?


Czy kiedykolwiek próbowaliście podróżować na własną rękę? Wziąć plecak, namiot i wyruszyć w nieznane knieje oddalone o 35,5 km za rodzinnym miastem? Ludzie przeklinają tam czasami z akcentem na inną literę, miejscowe loszki noszą miniówki o pół centymetra wyżej, a żarełko w maku smakuje dokładnie tak samo. Wszystko to przekłada się na utopijną wizję miasta marzeń. Otóż jako przeklinający w innym dialekcie cudzoziemiec można tam wyrwać laskę stawiając jednego drinka mniej. Po dwu i pół minutowym epizodzie na tylnym siedzeniu clio z 95 da radę jeszcze podskoczyć do drajwa, zjeść domowy obiadek i powspominać komunię, na której wredna ciocia żałowała na pleja i kupiła rower... Łezka w oku się kręci.
Czytaj dalej »

Ślimaki przypominają, że zabrania się kopiowania wszelkich treści bez wcześniejszego porozumienia z Daniel Fojcik