23 kwietnia 2017

prywatność? nie, dziękuję


Kiedyś to były czasy. Halinka spod dwójki zawsze chodziła na zakupy do osiedlowego, bo pracowała tam Baśka, jej dobra koleżanka. Nigdy nie robiła dużych zakupów, ale za to trasę sklep-mieszkanie pokonywała parę razy dziennie. Po co? Raz, że zawsze o czymś zapominała. Dwa, po drodze spotykała rzeszę koleżanek, najczęściej jeszcze z czasów szkolnych, które lubiły pobiadolić o pogodzie, biedzie w portfelu i nowym wikarym w sąsiedniej parafii. Trzy, nie miała nic lepszego do roboty. I choć internety wtedy jeszcze ledwo w polszy zipały, a fejsbuczek nie pojawił się nawet w głowie młodego Marka, to przypuszczenie o zdradzie "Irki, no tej, radomskiej" z "Grzesiem od pralek" znajdowało drogę do ich znajomych, rodziców i szefostwa z prędkością pięćdziesiątki dreptającej w papciach z workiem kartofli.

i co z tego?

To, że nikt nie lubi plotek. Wszyscy plotkują. Lubią to robić. Nawet samemu sobie.

po co?

Wydaje mi się, że w dobie jutuba i snapczata (mimo stale otrzymywanych powiadomień od znajomych chwalących się nową dziewczyną i ulubionych internetowych fejmów dziękujących "właśnie Tobie", za wierność i uczciwość anty-adblock'ową) ludzie są po prostu samotni. Każdego ranka słońce świeci im w wyświetlacz telefonu, a wieczorem laptopa. Może jest to związane z niewyobrażalną pustką, jaka mnie również ogarnęła po ostatnim teleexpesie Orłosia, a może złej interpretacji jakiegoś lirycznego tomiszcza. W każdym razie widocznie niektórzy do dzisiaj nie mogą pozbierać się do kupy. Prowadzi to do dziwnej potrzeby dzielenia się ze światem wszystkimi wyczynami w pracy, kuchni, toalecie, a nawet sypialni. 

no dobra.

Niektórzy dbają o swoja prywatność w internecie. Zaklejają swoje kamerki, żeby przypadkiem ktoś nie podejrzał ich jak z wybrakowanym makijażem i przetłuszczoną rozczochraną piszą pracę magisterską o 4:30 nad ranem. Wkładają jacki w wejścia słuchawkowe, żeby nikt przypadkiem nie usłyszał biadolenia o złamanym sercu i przygodzie z afroamerykanką po daniel'sie ojca. Na instagramie zezwalają na obserwowanie tylko zamkniętej grupie znajomych, po upewnieniu się, że konto przypadkiem nie zostało podrobione przez srającego jak każdy inny człowiek szejka.

cała reszta?

No, żyjemy. Większość ma się dobrze i jeździ od czasu do czasu na wakacje lub na wieś, żeby przekazać Halince 13 nowych tematów do poruszenia gdzieś na polu z Grażynkami. Nie wiem z czego to wynika, ale my, ludzie dwudziestego pierwszego wieku lubimy żyć na językach. Cieszymy się, kiedy pod zdjęciem z honolulu jest 26, a nie 25 lajków i o "daj boże", żeby jeszcze ktoś to udostępnił, albo chociaż skomentował. Może ktoś trochę pozazdrości, a może po powrocie zapyta "jak było?".

co daje nam brak prywatności?

Z jednej strony darmoche, no bo w końcu skądś biorą się te spersonalizowane reklamy wibratorów i gier dla niegrzecznych chłopców po niezliczonych wizytach na ulubionych stronach porno.
Z drugiej strony chcemy zwrócić na siebie uwagę. Pokazać w jakim to cudownym miejscu jesteśmy, jakie to piękne, vegeńskie i bezglutenowe danie wyszło spod naszych pociętych dłoni. Chcemy, żeby ktoś zainteresował się właśnie naszym przypadkiem i może pod wpływem impulsu napisał, odezwał się.

Właśnie teraz. Właśnie po to, żeby czuć się potrzebnym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz


Ślimaki przypominają, że zabrania się kopiowania wszelkich treści bez wcześniejszego porozumienia z Daniel Fojcik